1/28/2026

Żyć własnym życiem...

Żyć własnym życiem...

Niektórzy wprowadzają w swoje życie zmiany jakby zrywali plaster: szast, prast i po krzyku! Odczuwają krótkotrwały dyskomfort, ale już po chwili zmiana staje się nową codziennością. I tyle. Kropka. Ja natomiast mam zupełnie odwrotnie. U mnie wprowadzenie zmiany w życiu to cały poroces: to jak powolne zanurzanie się w orzeźwiającej wodzie w upalny dzień. Krok za krokiem. Tutaj zamoczyć palczana, tam polać ramiona, zrobić krok w tył. Złapać głębszy oddech, bo zmiana odbiera dech. Po kilku dniach zapominam, że miałam coś zmienić. Wstaję rano i wchodzę w życie ze starymi nawykami, nową motywacją, by coś zrobić, coś zmienić! Dopiero po czasie przypominam sobie, że no przecież już chciałam coś zmienić: mniej sie przejmować, bardziej wierzyć w siebie, jeść zdrowo, ruszyć zadek. Nawet już zaczęłam wprowadzać tę zmianę parę dni temu, ale zapomniałam...

Często oceniane to jest jako prokrastynacja, słomiany zapał, lenistwo...

"Oszukali mnie! Banda decydentów..."

I w tym wszystkim jestem JA. Z moim procesem w każdej dziedzinie, wewnętrznym buntem przeciw "musisz". 

Czuję się oszukana, bo przez ostatnie dwa lata wszyscy trąbili: musisz pędzić, żyć, być, robić! Trend na samorozwój. Nie szkolisz się, nie rozwijasz? Nie żyjesz w pełni. Marnujesz swój potencjał! Musisz być tu, tam i jeszcze w kilku miejscach. Nie jesteś fit? Jesteś leniwa! Sen jest dla mięczaków. Nie masz przestrzeni dla siebie? Zaraz się wypalisz! Sama jesteś sobie winna, że masz 40 lat i nie podróżujesz po świecie zarabiając pasywnie na dziesięciu nieruchomościach i pięciu e-bookach. Pieniądze to nie wszystko - ważne są marzenia... 

W kim powyższy akapit wywołał stres? Bo we mnie tak! Kiedy? Jak? Ja się nie nadaję... I kiedy ja w końcu pogodzona z losem odpalam wrotki i nabieram rozpędu świat dochodzi do wniosku, że czas na zmianę. Ja jeszcze nie zdążyłam wprowadzić w życie tej jednej, a tu już: nowy rok - nowe trendy!

"Oszukali mnie! Banda decydentów..."

Bo teraz trzeba refleksyjnie...

Bo oto wchodzi on - trend 'Poetcore' i mamy zwolnić, wyluzować, znaleźć równowagę w rzeczywistym świecie ograniczając aktywność w świecie wirtualnym. Wraca moda na pisanie listów, pamiętników. Znowu trzeba coś zmienić...

Ten nowy trend pojawił się jako odpowiedź na tempo współczesnego życia w świecie przesytu, algorytmów i "głośnych" trendów. Coraz więcej ludzi szuka czegoś, co jest autentyczne, spokojne i pełne sensu. To estetyka inspirowana literaturą (poezją), nostalgią i głębokim przeżywaniem codzienności, gdzie zamiast szybkich zmian stawia się na refleksję, subtelność i własną opowieść, a nie "pokazówkę". Ludzie czują potrzebę zatrzymania się i wyrażenia swojej wewnętrznej wrażliwości i opowieści.

Serio? Nagle okazuje się, że to, jak żyję jest OK i niewiele muszę zmieniać...? 

A trend po japońsku?

W Japonii brak motywacji, problemy ze zmianą swojego życia są sygnałem braku równowagi organizmu, a nie wadą charakteru. Zmiany mają odbywać się w zgodzie z człowiekiem, a nie robić w jego życiu totalną rewolucję!

Praca nad zmianą w życiu odbywa się poprzezróżne techniki: Kaizen uczy, że wystarczy codziennie zrobić minimalny krok naprzód; Ikigai pomaga odnaleźć sens w tym, co robimy na co dzień; Shoshin przypomina, by zachować umysł początkującego i nie wiedzieć "za bardzo"; Hara Hachi Bu zachęca do umiaru i słuchania sygnałów ciała; Wabi-sabi pozwala zaakceptować niedoskonałość i zmienność; Oubaitori uczy, by nie porównywać się z innymi, bo każdy dojrzewa w swoim tempie; Ganbaru zachęca do wytrwałość i dawania z siebie wszystkiego w podjętych działaniach; a do tego Shinrin-Yoku (Kąpiele leśne) zaleca spędzanie czasu w naturze w celu redukcji stresu i regeneracji umysłu; a Zanshin pomaga pozostać uważnym i obecnym także po wykonaniu pierwszego kroku.

No i czy to nie jest piękne?!

Piękne, dlatego "ja wysiadam"

Powtarzałam to już setki razy: "niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam..."! Może to wiek, może charakter i upór, ale nie nadążam. Może jest to też przyczyną, że mój biznes kuleje, bo zanim ja coś zmienię, wprowadzę w życie, to świat już jest w zupelnie innym miejscu. 

Nie nadążam i już nawet nie próbuję. Skłaniam się zatem ku japońskiej filozofii. Małymi krokami wprowadzam zmiany, które czuję, że są mi potrzebne. Po jakimś czasie stają się one nawykiem i codziennością. Staram się nie porównywać i być wtrwałą. Chcę ćwiczyć - zaczynam od tego, by choć iść na spacer, ćwiczyć 15-20 minut. Pracuję nad swoimi słabościami: zapisuję, by nie zapomnieć. Słucham zamiast gadać. Mówię o tym, co czuję. I czuję się z tym dobrze.

A najpiękniejszy był ten moment, kiedy poczułam w sobie i całą sobą, że mogę po prostu żyć własnym życiem. Że jestem jaka jestem. Nie jestem złym człowiekiem, więc nadal mogę żyć po swojemu, być sobą. To zmienia w głowie wszystko: ta świadomość, że jestem wystarczająca. Nie muszę gonić za trendami, mogę wprowadzać zmiany po swojemu i w swoim tempie. Nie muszę pisać trzech stron A4 strumienia świadomości, żeby poznać siebie, odnaleźć siebie i opanować chaos w moim życiu. Mam prawo popełniać błedy, naprawiać szkody, machać ręką na błahostki i wstawać rano z poczuciem, że jest dobrze. Słucham siebie, ludzi, wybieram to, co dla mnie dobre i zatrzymuję. Resztę puszczam (a przynajmniej się staram). 

Tak działa moja głowa. Tak płynie moje życie. Nie jest idealnie. Nadal chciałabym mniej się przejmować - mieć więcej pewności siebie. Ale jest dobrze. Może dla niektórych jestem nieco dziwna, infantylna. Ale coraz częściej słyszę, że to co mówię, to co piszę, to co robię sprawia, że ludzie czują w środeczku miłe łaskotanie. I dlatego niech mówią, że ja to "zawsze inaczej, zawsze po swojemu". Bo dla mnie "po swojemu" to właśnie najlepiej, jak tylko może być.



12/27/2025

Fotki ze skanera. Kreatywne zabawy fotograficzne.

Fotki ze skanera. Kreatywne zabawy fotograficzne.

 

Kiedyś chciałam być fotografem. Robić piękne sesje zdjęciowe, pokazywać prawdziwe emocje, zdjęcia takie trochę niepoprawne, rozmazane, krzywe. Niestety nie umiałam "poprowadzić" ludzi i sesje nie wychodziły najlepiej... A przynajmniej tak mówili niektórzy: że sesje sztywne, że nie tak się to robi. A ja szłam na żywioł, próbowałam po swojemu. Zapraszałam ludzi i robiłam im zdjęcia, jak po prostu spędzają ze sobą czas. Ale porzuciłam...

Potem próbowałam w reportaże, zdjęcia miejskie. Zdjęcia zawsze były krytykowane: bo krzywe, bo źle wykadrowane. Jeden z moich ulubionych reportaży z St. Patrick Day w Dublinie został zjechany pod każdym względem na forum fotograficznym. Straciłam serce... 

Doszłam do wniosku, że fotografem już nigdy nie będę. Robię zdjęcia moich wyrobów, ubrań i innych drobiazgów do sklepu Fundacji, ale już chyba nigdy nie odważę się próbować wynieść tej działalności na poziom "zawodowy". W sensie, że proponować fotografię jako usługę. Ale jako istota kreatywna lubię eksperymentować: z podwójną ekspozycją, filtrami i presetami.

Zdjęcia ze skanera

Dlatego, kiedy Dominika z Kobieca Foto Szkoła rzuciła temat o artystce*, która robi zdjęcia za pomocą zwykłego skanera pomyślałam: "no raczej, że w to idę!". Akurat miałam pod ręką urządzenie wielofunkcyjne, które miało w sumie iść na śmietnik, bo odmówiło współpracy w dziedzinie drukowania, ale skaner działał! I tylko tyle było mi potrzebne. 

Próbowałam na różnych obiektach: moich wyrobach, niciach, kamykach, a nawet na mandarynce. Nie wszystkie próby były udane. Wiadomo - przy takich obiektach 3D nie domkniesz klapy skanera, żeby uzyskać tło. Niektóre wychodziły zbyt jasne, a najlepsze 'ujęcia' wychodziły, kiedy w pokoju było dosyć ciemno. 

Na co to komu?

Zabawa technikami i narzędziami to trening dla naszej głowy. Rozciąga wyobraźnię, uruchamia kreatywność, uczy odwagi w myśleniu i wychodzenia poza granice, poza schematy. Kiedy pozwalamy sobie na próby, wykorzystywanie nieoczywistych narzędzi - otrzymujemy zaskakujące i często zachwycające efekty.


Czasem coś, co miało być tylko eksperymentem, staje się nowym językiem wypowiedzi. Sztuka przecież nigdy nie rosła w bezpiecznych ramach: rozwijała się dzięki tym, którzy próbowali, błądzili, zmieniali kierunek i ufali procesowi bardziej niż efektowi. I może właśnie w tym jest cała magia: w ciekawości... Bo tworzenie to nie perfekcja, tylko droga. I warto iść nią po swojemu.






* to już było kilka lat temu i nie pamiętam nazwiska artystki, więc niestety... 

12/17/2025

Najlepszy pomysł na prezent: rękodzieło!

Najlepszy pomysł na prezent: rękodzieło!

 

Obecnie mamy grudzień i szał-ciał prezentowy trwa. W galeriach ludzie dostają lekkiego kręćka, a sieciówki zacierają łąpki widząc rosnące liczby na swoich kontach. A przecież prezenty daje się nie tylko na święta, ale też na inne okazje. A ja polecam również dawać je z okazji… braku okazji. I ta propaganda: „rękodzieło na prezent” - trochę już wytarta jak skarpeta na pięcie, ale czy to się komuś podoba czy nie: wciąż działa i wciąż ma sens, bo rękodzieło to najlepszy w świecie pomysł na prezent!

Rękodzieło!

Ja myślę, że wszystkim już się trochę znudziło słuchać i czytać, jakie to rękodzieło jest wspaniałe i wyjątkowe. Jak to warto kupować stworzone przez zdolne łapki rękodzielników produkty, bo to z sercem i lokalnie. I nie będę się powtarzać, bo nie ma po co. Wy już to wszystko wiecie. I nie wiem, czy jest coś, czego o rękodziele tak ogólnie nie wiecie...?

Dlatego z tego mojego kreatywnego serduszka napiszę Wam coś w stylu Tyci Kraft. Otóż zdaję sobie sprawę, że moje wyroby są droższe niż z pewnych portali, gdzie masowo sprzedaje się tak zwane "mydło, szydło i powidło". Wiem, że moje produkty nie są 'pierwszej potrzeby' i nie rozwiążą Waszych problemów... Chociaż wszystko zależy, jakie kto ma problemy.

Twój problem.

Otóż może jesteś osobą, która lubi niepowtarzalne dodatki. Może lubisz podkreślać swój styl kolorem, wzorem, nietypowym i oryginalnym fasonem. Niestety wszędzie w sklepach jest to samo. Podobne torebki, tylko inne logo. Klasyczne kolory: czarny, biały, beże i szarości. Może Twoim problemem jest właśnie znalezienie czegoś, co nie będzie takie, jak mają wszyscy?! No to właśnie Tyci Kraft swoimi produktami rozwiązuje ten problem. 

A może problemy na linii torba - porządek. Ciągłe poszukiwanie błyszczyka czy kluczy bywa wyjątkowo kłopotliwe. I wtedy trafiasz na kosmetyczki Tyci Kraft, które zostały uszyte z myślą o kobietach, które lubią mieć poukładane i wszystko zawsze pod ręką, i jeszcze w takim wydaniu, że nikt takiego nie ma to nie dość, że będziesz miała w końcu błyszczyk zawsze, kiedy tego zapragnieszm to jeszcze będziesz miała umalowany uśmiech na buzi.


 Potrzeby.

Wyroby rękodzielnicze nie są produktami pierwszej potrzeby. Sama kiedy mam wydać 100 zł na wisiorek lub na rachunek wiadomo, co wybiorę. Ale potrzeba posiadania rzeczy ładnych też jest potrzebą. Lubimy ładnie wyglądać, mieszkać w ładnych wnętrzach. Patrzenie na rzeczy ładne, które nam się podobają, możliwość ich używania sprawia nam zwyczajnie przyjemność. Oczywiście, że możemy wiązać włosy gumką recepturką i to też działa. Ale jedwabna scrunchie jest o niebo lepsza i... ładniejsza.


Ma(m) już wszystko.

A kiedy myślisz, że nic już nie potrzebujesz. Kiedy myślisz o drugiej osobie: "co jej kupić? Ma już wszystko, czego można zapragnąć!" Pomyśl własnie o tej potrzebie posiadania rzeczy ładnych. Przyjeło się, że prezent musi być imponujący, spektakularny, drogi! To w końcu prezent i świadczy o naszej emocjach względem obdarowanej osoby. A czy sama nie masz czasem tak, że te małe gesty: bezinteresowne, spontaniczne, bez okazji sprawiają więcej przyjemności i radości?

Wniosek: 

Jak widać rękodzieło to jeden z najlepszych pomysłów na prezent. Rozwiązuje odwieczny problem szukania rzeczy ładnych i wyjątkowych. Zaspokaja potrzebę estetyki i zawsze znajdzie się COŚ nawet dla tych, którzy mają już wszystko.


11/30/2025

Same świetne okazje!

Same świetne okazje!

 

Końcówka listopada to od wielu lat istne szaleństwo w handlu. Przejęty został amerykański (?) zwyczaj i ostatni piątek listopada to "Black Friday" - dzień ogromnych promocji, obniżek cen i wyprzedaży. Nie wiem, czy na świecie jest to praktykowane - nie śledzę tego aż tak pilnie - ale w Polsce poszliśm o krok dalej! Co tam jeden dzień?! Piątek to za mało - jeszcze z tydzień by się zdało. 

Dlaczego Tyci Kraft nie wpisuje się w ten trend?! Powód jest bardzo prosty: w pracowni w sprawach sezonowych, świąt i okoliczności (prawie) nigdy nie jestem gotowa na czas! Podczas, gdy koledzy i koleżanki z branży już od września knują i tworzą ja zwykle budzę się kilka dni przed, publikuję za późno albo wręcz dzień po! No nie poradzę, że jestem twórczym nieogarem.

Drugi powód jest taki, że niekoniecznie podoba mi się ta idea wydawania pieniędzy tylko dlatego, że jest taniej i wszyscy tak robią...

MEGA OKAZJA!

Dlatego w tym roku namawiam do zmiany podejścia. Jak zwykle spóźniona, ale dobre rady się nie przeterminowują! ;) W tym roku polecam, by "Czarny Piątek" i cały ten okres był mega okazją do oszczędzenia 100%! Zróbmy przegląd tego, co mamy. Czy na pewno, naprawdę i koniecznie potrzebujemy czegoś nowego? Może uda się to kupić z drugiej ręki? A może nadmiar, który wypełnia nasze szafy da się podać dalej: sprzedać, oddać, podaraować komuś?

Niech ten czas będzie mega okazją do niewydawania pieniędzy!

A jak już koniecznie czujesz, że musisz coś kupić albo może akurat końcówka roku pokazała, że coś się zużyło, coś jest potrzebne to weź głęboki oddech. Nie po to, by rzucać się w głębinę super ofert i rabatów, ale żeby właśnie spojrzeć na wszystko z dystansem. Skoro wielkie "marki" oferują nam teraz takie rabaty, to czy przypadkiem nie robią nas na co dzień w bambuko? Może lepiej kupić coś w niewielkim sklepiku za rogiem. Albo swoimi zakupami wesprzeć małe lokalne pracownie, manufaktury, rękodzielników, twórców, artystów... Poszukaj wśród rzeczy z drugiej ręki. Po co płacić wielkim korpo skoro możesz podratować czyjś budżet.


PROMOCJA - ZA DARMOSZKĘ!

Wiem, że w Black Week wiele osób poluje na prezenty dla bliskich. Szukamy dobrych ofert, przeglądamy znane marki, chcemy upolować coś „premium” w niższej cenie. Ale… może w tym roku zamiast zasilać budżety wielkich sieciówek, warto spojrzeć w stronę tych, którzy tworzą naprawdę z serca?

Rękodzielnicy i małe polskie marki nie mogą konkurować ogromnymi rabatami. Za to mogą dać Wam coś, czego nie da się kupić ani przecenić: jakość, autentyczność i ogrom pracy włożony w każdy detal. Tu każdy klient jest traktowany tak samo, a każdy produkt jest tak ważny, jak osoba, która po niego sięga.

A jeśli akurat nie planujesz zakupów — możesz pomóc inaczej. Twórcy walczą nie tylko z kosztami materiałów, ale też z robotami algorytmów. Dlatego każdy komentarz, serduszko czy udostępnienie to dla nas pomoc i wsparcie, które Was nic nie kosztuje.

Niech zatem Black Week 2025 i w sumie każdy kolejny będzie super okazją do wspierania małych, a nie tych, którzy mają gigantyczne budżety na reklamy.

Dajcie znać, co o tym myślicie i czy korzystacie z ofert na Czarny Piątek. Ściskam. Magda :)

11/18/2025

DIAGNOZA: MULTIPOTENCJALNOŚĆ!

DIAGNOZA: MULTIPOTENCJALNOŚĆ!

Jak się dowiedziałam, że nie jestem głupkiem ze słomianym zapałem? 

Otóż przypadkiem, mili Państwo. Przy-pad-kiem! Na Instagramie się zdiagnozowałam, kiedy poznałam dziewczynę, która o tym gdzieś mimochodem wspomniała. Bo ona też się dowiedziała przypadkiem, że to, co świat z pogardą nazywa 'słomianym zapałem' w jej przypadku okazało się akurat multipotencjalnością! 

I tak od słowa do słowa, od artykułu do artykułu okazało się, że faktycznie: takie zjawisko istnieje i nie jest ono niczym wyjątkowym. Wręcz odwrotnie: jest dość powszechne, ale kto by się do tego przyznawał?! Wszak rodzaj ludzki ma to do siebie, że wszelkie odchylenia od normy łatwiej nam krytykować, niż wesprzeć słowem i uczynkiem drugiego człowieka, który nie może odnaleźć siebie w tym świecie. A do tego wszystkiego: tego się nie leczy! Nad tym można pracować, można to trenować i szukać kompromisów i równowagi, ale nie da się tego wyleczyć. Co za pech!

Jakie są objawy?

Wspomniane już wcześniej rozmaite zainteresowania często z odległych od siebie tematycznie dziedzin. I nie chodzi tu tylko o wiedzę samą w sobie lecz o działanie, doświadczanie, bycie w tych zainteresowaniach całym sobą. Cóż z tego, że czasem / często tylko na chwilę?! Kolejny: trudności z podejmowaniem decyzji szczególnie w kwestii wyboru tzw. 'ścieżki kariery'. Zaczyna się już w szkole od rozmaitych zajęć dodatkowych, później pojawia się problem z wyborem kierunku w liceum i na studiach. Bo czy w ogóle jest sens na nie iść i tracić tyle lat, skoro i tak zaraz zmienię zdanie?! I na koniec problemy z samooceną. O tak! Świat nie lubi niezdecydowanych, rozpierzchniętych życiowo. "Weź się ogarnij i zdecyduj! Zostań specjalistą w jakiejś dziedzinie."

Już słyszę, jak mówicie: 'to normalne. Każdy tak ma!' No pewnie, że każdy. Ale nie każdy po podjęciu decyzji odczuwa pustkę i tęsknotę za tym, czego nie wybrał. Ten głód zmian, poznawania nowego. Nie każdy potajemnie będzie robił pewne ruchy, by sabotować swoją decyzję, a wszystko po to, by coś znowu zmienić w swoim życiu, podjąć nowe wyzwania!

A jak jest u Ciebie?



11/09/2025

Świątecznie już od września (?)

Świątecznie już od września (?)

No to zaczęło się. Po Halloween, albo jeśli ktoś woli po Wszystkich Świętych bożonarodzeniowa petarda zostaje odpalona i sypie wszędzie iskrami z gwiazdek, bombek i małych Mikołajków ;) Tak przynajmniej było do tej pory. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy już na przełomie września i października zobaczyłam w internecie i w sklepach (!) pierwsze świąteczne ozdoby. Czy to już nie jest lekka przesada?! Przez takie wczesne świąteczne akcenty ten faktycznie świąteczny czas w grudni traci na uroku. I ja rozumiem "Team xmas" w listopadzie, że dynie do pudeł, a Elf wskakuje na półkę i pieczemy pierniczki, ale bez przesady: NIE WE WRZEŚNIU! 


Lubię różnorodność

Kto mnie trochę zna, ten wie, że rutyna to nie u mnie ;) Muszę próbować różnych wzorów, a do tego szkoda mi każdego skarwka tkaniny, filcu, wstążki. Dlatego często powstają dekoracje w pojedynczych egzemplarzach. Oczywiście najczęściej je rozdaję, bo ręcznie szyte drobiazgi nie przebiją ceną tych z marketu. A na jakość niestety ludzie często nawet nie zwracają uwagi. W końcu to tylko na Święta...


Ale z drugiej strony ogromną satysfakcję sprawia mi to, że przekazuję te haftowane gwiazdki i choinki, serduszka ze świąteczną tasiemką i gwiazki z bawełny w groszki na kiermasz świąteczny do szkoły syna, albo na aukcje charytatywne. 


Świąteczny klimat na zamówienie

Ale jeśli Ty masz ochotę na dekoracje, które powstają z myślą o pięknie świątecznego klimatu to zapraszam. Możesz zamówić gwiazki z tkaniny bawełnianej: takie tradycyjne, albo takie pięciokątne. A może masz ochotę na proste serduszka, haftowane gwiazdki lub choinki, to napisz do mnie*. 




 
* zamówienia w 2025 roku przyjmuję do 16 listopada.

10/29/2025

Fotografia produktowa - jeden z elementów identyfikacji wizualnej

Fotografia produktowa - jeden z elementów identyfikacji wizualnej


Utrwalanie obrazów i chwil jeszcze nigdy nie było tak proste. Cyk! I już można publikować, wrzucić do sieci, zbierać lajki. Dla tych jednak, co wykorzystują zdjęcia w swojej pracy jasne jest, że nawet zdjęcie, które pozornie wygląda na spontaniczne w rzeczywistości jest przemyślane i zaplanowane niemal w każdym szczególe. Dla osób, które w Internecie budują swoja markę bez względu na to, co jest "produktem" zdjęcia są narzędziem.

Zdjęcia muszą sprzedawać, budować zaufanie i opowiadać historię.

Owszem - nadal używa się zdjęć na białym tle. Tak zwane "packshoty", czyli zdjęcia produktów na neutralnym, jednolitym tle to nadal podstawowa wymagana forma prezentacji produktów na wielu platformach sprzedażowych. Ale przcież nie każdy twórca sprzedaje przez pośredników.Wielu z nas sprzedaje poprzez social media, a tam sprawa ma się nieco inaczej. 

Tam budujemy swój mały świat, wizerunek zgodny z naszą wizją, a czasem nawet z nami samymi. Czas, bo nie zawsze jest to jednoznaczne. Wielu z twórców stosuje bowiem chwyty, które maja podkreślić charakter ich marki. Beże i spokojne kolory zarezerwowane są dla kobiecych welness. Czarny ze złotem - marki premium. Pastelove kolory - marki dla dzieci. Kolory ziemi - marki eko. I tak dalej. Oczywiście są tacy, którzy odstępują od tych zasad, ale idąc za powiedzeniem "klient kupuje oczami" często zabiegi z kolorami, fontami i sposobem prezentacji mają ten JEDEN cel: sprzedać!


Ale żeby osiągnąć ten jeden cel nie wystarczy "cyknąć fotkę". Ważna jest jakość tego zdjęcia i przesłanie, jakie zdjęcie za sobą niesie. Jakość? Wiadomo: ostre i wyraźne, przemyślana kompozycja. Czasem bylejakość też może zadziałać pod warunkiem, że dobrze ją sprzedamy. I tu przechodzimy do tego przesłania: bo zdjęcie to nie tylko produkt, ale historia. Pokazanie go w kontekście codzienności, w użyciu. Działanie na wyobraźnię. Zdjęcie również manifestuje wartości marki. Zatem można śmiało powiedzieć, że zdjęcia produktów to wizytówka marki i twórcy.

Znaczenie własnego stylu w fotografii produktowej

Przez lata próbowałam robić zdjęcia różne. Marzyłam nawet o karierze fotografa, ale nie wyszło. Nie wnikajmy już... Ostatnio też przekonałam się, że dawniej ignorowałam zupełnie rolę fotografii w komunikacji z moją społecznością. Przeglądając stare zdjęcia załamałam się nad ich formatem, ostrością i dodanymi elementami graficznymi. Ale może na ten temat spuśćmy już zasłonę milczenia - minuta ciszy... i lecimy dalej. 

Teraz staram się BARDZO, żeby moje zdjęcia przyciągały uwagę. Współpracując z ludźmi przekonałam się, że moja wiedza i umiejętności wcale nie są takie bez znaczenia i bez wartości. Na swej drodze spotykam wręcz fotorafów, których ujęcia wcale nie są dużo lepsze od moich, ale za to oni sami mają zwyczajnie więcej pewności siebie.


I nie bez znaczenia jest styl! Wyróżnia Cię on na tle konkurencji, buduje Twoją wiarygodność i wzmacnia tożsamość marki. Robiąc zdjęcia w określonym stylu ludzie zaczynają rozpoznawać Twoją markę po zdjęciach. Niemożliwe? A jednak! 

Przekonałam się o tym na sobie. Kiedyś zwrócono mi uwagę, że moje zdjęcia są chaotyczne, za dużo się na nich dzieje i że są zbyt kolorowe. Ale od mojej społeczności wiem, że niektórzy już poznają moje zdjęcia na feedzie i po prostu wiedzą, że to Tyci Kraft. W moim odczuciu - ponieważ zdjęcia są wizytówką marki - powinny właśnie oddawać jej charakter. Jeśli moja marka to wzory i kolory, radość i wyciąganie z nas wewnętrznego dziecka to moje zdjęcia powinny oddawać ten własnie klimat!


Lubię zdjęcia zarówno jasne, jak i w kliamcie 'dark mood'. W zależności od produktu szaleję z kolorami lub idę w delikatniejsze tło i dodatki. Nie poradzę nic na to, że osobiście nie jestem fanką zdjęć na jednolitym tle. Dla mnie zwyczjanie CZEGOŚ im brakuje, wieje jakby lekko nudą...

Podziwiam ludzi, którzy potrafią budować tło plamami jednolitego koloru. Czasem oglądam zdjęcia zza kulis sesji produktowych, kiedy fotograf układa brystol w dwóch kolorach, a efekt na zdjęciu jest po prostu WOW! Ja na razie cały czas próbuję, eksperymentuję. Ale większość moich zdjęć ma już ten pewien klimat, ma już swój styl.

Co podpowiedziało w tym temacie AI? "Spójność wizualna świadczy o dbałości o szczegóły i profesjonalnym podejściu do marki. Klienci łatwiej zapamiętują i ufają marce, której komunikaty są uporządkowane i estetyczne."

Warto zatem zadbać o zdjęcia. Nie publikować "na gorąco", bo już koniecznie teraz, zataz chcę się pochwalić. To wrzuć do relacji, która po dwudziestu czterech godzinach zniknie i nikt już jej nie będzie pamiętał. W treściach, wpisach, w sklepie dbaj o jakość! Eksperymentuj. Jakie tła, kolory, klimat będą odpowiednie dla Twoje marki, Twoich produktów i dla Ciebie. Pamiętaj: marka to TY. Jeśli nie gra Ci wizerunek Twojej marki - nie będziesz wiarygodn_ w działaniu. Próbuj. Nie stać Cię na profesjonalistę, sprzęt? Zacznij w domu!* Budując styl zdjęć, grafik, wypowiedzi budujesz wizerunek marki i tworzysz tak zwaną "identyfikację wizualną marki". Będę jeszcze o tym pisać - nie przegap kolejnych porad praktyka ;)


*Więcej o zdjęciach w warunkach domowych >>TU<<
Copyright © Tyci Kraft , Blogger