2/20/2026

Tabletowe coś-tam, coś-tam.

Tabletowe coś-tam, coś-tam.

 

Mam teraz całe dnie, żeby szyć, tworzyć, siedzieć przy kompie. Nie będę sie powtarzać z sytuacją zawodową i okolicznościami Fundacji. Bo dziś o tym, jak w końcu odkurzyłam mój tablet graficzny - po raz kolejny. I zaczęłam się uczyć rysować. Ale zaczniemy od teorii.

Jaki mam tablet? Jaki mam program?

Jestem szczęśliwą posiadaczką tabletu Wacom Intuos w rozmiarze L. Spore bydle ;) Możecie sobie wygooglować, jak to wygląda. A ja dodam, że jest to tablet piórkowy. Czyli nie rysuję po ekranie tylko po czarnej płaszczyźnie. Początkowo miałam problemy, żeby go w ogóle ustawić, skonfigurować. Dopiero kiedy trafiłam na filmiki Pana Jacka jakoś to poszło.

Tablet dostałam 14 lat temu od mojego Małża. Miałam tworzyć powalające kreatywnością grafiki komputerowe. W rezultacie tablet leżał gdzieś i się kurzył. Początkowo z powodu wspomnianych problemów z konfiguracją. Potem z powodu braku miejsca i czasu. A wreszcie z powodu całkowitej zmiany zainteresowań - poświęciłam całą uwagę maszynom i tkaninom.

Używam darmowego programu Krita. Jego też się uczę, więc wszystko się zgadza ;)

Czy ja w ogóle umiem rysować?

I to jest doskonałe pytanie, bo otóż odpowiedź brzmi: NIE. Niby całą podstawówkę kółko plastyczne, konkursy i nawet jakieś dyplomy. Ale prawda jest taka, że jestem w tym totalnie kiepska. Moje późniejsze rysunki (w sensie po podstawówce) były raczej krytykowane za brak logiczności, dziwne formy i za jeszcze wiele innych niedociągnięć - nie róbmy teraz aż tak dogłębnej analizy. Ale może właśnie dlatego zupełnie porzuciłam rysowanie odręczne.

Potem było jeszcze trudniej, bo miałam coś w głowie, ale to co powstawało na papierze, co wychodziło spod mojej ręki było zupełnie NIE TAKIE! I to było dodatkowo frustrujące.

Kolejnym problemem jest brak kreatywności w dziedzinie form wizualnych. Zawsze jakoś nie mogłam wymyślić co w ogóle chciałabym narysować. Inspirowałam się zdjęciami. A do tego często brakowało mi cierpliwości, żeby skończyć pracę. Detale, całe tło i w ogóle. Kompozycja szła na urlop, a dobór kolorów zwyczajnie szwankował.

Oglądałąm cudze prace i byłam zachwycona. Detale, kompozycja, kolory. Ale przecież nie chodzi o to, żeby kopiować!


Co więc zrobiłam?

Początkowo jeszcze próbowałam znaleźć swój sposób na rysowanie, tworzenie grafik. Robiłam rysunki długopisem na białej kartce: gruby kontur, białe przestrzenie. Potem skanowałam lub fotografowałam i wrzucałam do programu graficznego. Tam białe pola wypełniałam teksturami znalezionymi w internecie, kolorami, fakturami. Ale i to jakoś nie zyskało uznania, więc odpuściłam...

I tak dochodzimy do tego, o czym już wspomniałam: porzuciłam rysowanie odręczne na dobre.

Dopiero parę lat temu, po bardzo długiej przerwie wróciłam do tworzenia obrazów. Przepadłam w kolażach. Dało się to-to zrobić z gazet, albo w programie graficznym. A najlepsza okazała się dla mnie technika mieszana. Tworzę kompozycje z gazet, które digitalizuję. W programie graficznym dodaję tło, jakieś detale.

Co mi więc strzeliło do głowy?

Ano nadal z zachwytem i lekką zazdrością spoglądam na tworzone cyfrowo ilustracje, które wyglądają jak malowane, rysowane kredkami. Nie mówię o AI, tylko o tworzonych godzinami garfikach Ilustratorek. Uznałam więc, że skoro mam teraz trochę czasu i przestrzeni, a do tego mam już sprzęt, to po prostu MUSZĘ SPRÓBOWAĆ. Przecież to nie może być takie bardzo trudne!

No i największą trudność oczywiście sprawia mi wymyślenie, co chciałabym narysować. Ale czytając 'Wszystko czego szukasz znajdziesz w bibliotece' wpadłam na pomysł ilustracji z kotami. Wiem, wiem: oklepany motyw. Ale jakoś tak pomyślałam, że to będzie proste na początek i daje sporo możliwości. No i oczywiście to, co powstało zupełnie nie jest tym, co widziałam w mojej głowie.


Ale postanowiłam się nie poddawać. Pomyślałam: 'spoko. Nie jest tak, jak chciałaś, ale może najpierw ustal, jak to jest. Czyli jakie ilustracje chcesz uzyskać. Potem poznamy narzędzia i dopiero weźmiemy się za wielką twórczość" ;) 

Otworzyłam więc program graficzny i Pinteresta. Zaczęłam próbować różne rodzaje kreski: kredki, ołówki, pędzle. Jest spory wybór 'czym' można rysować. Potem wybierałam z Pinteresta zdjęcie lub ilustrację. Stawiałam oczywiście na proste wzory. Była jakaś śmieszna rysunkowa głowa, a potem trafiłam na kwiaty*. "O! Jeżówki!" - pomyślałam i postanowiłam, że to właśnie będzie moja ilustracja treningowa, którą zrobię od poczatku do końca! Zerknęłam też na zdjęcia, jak jeżówka wygląda na żywo i wzięłam się do pracy.

Zrobiłam szkic, pilnowałam, żeby poszczególne elementy były na osobnych i odpowiednich warstwach, żebym mogła nad nimi pracować swobodnie w razie konieczności poprawek. Miałam obawy, że będzie mi trudno skoordynować oko-ręka: patrzę na ekran komputera, a nie na rękę z piórkiem. Ale okazało się to łatwiejsze, niż wymyślenie tematu ;) 

Testowałam sobie jakim nasyceniem malować, by uzyskać odpowiedni efekt i jaką grubością pędzla rysuje mi się najlepiej. Poprawiałam kilka razy, żeby uzyskać zadowalający efekt. Wznosiłam się na wyżyny mojej cierpliwości! No i jak na pierwszy raz wyszło całkiem, całkiem. 


Powoli do swojego stylu

Wygląd pierwszych ilustracji uważam - mimo wszystko - za pewien sukces. Zabawne jest też to, że jak moje chłopaki zobaczyli koty, to pytali "to ty tak...?" TAK! To ja tak! Radocha mnie nie opuszcza. Mocno trzymam kciuki za siebie, żebym tym razem nie poddała się z powodu czyjejś krytyki. Żebym nie zniechęciła się tymi nie do końca udanymi pracami. Żebym próbowała, rysowała, zapisywała, a za jakiś czas zobaczę, jakie zrobiłam postępy. 






* Ilustracja, którą znalazłam i która była moją inspiracją to fragment pracy Sally Murphy Design. 

1/28/2026

Żyć własnym życiem...

Żyć własnym życiem...

Niektórzy wprowadzają w swoje życie zmiany jakby zrywali plaster: szast, prast i po krzyku! Odczuwają krótkotrwały dyskomfort, ale już po chwili zmiana staje się nową codziennością. I tyle. Kropka. Ja natomiast mam zupełnie odwrotnie. U mnie wprowadzenie zmiany w życiu to cały poroces: to jak powolne zanurzanie się w orzeźwiającej wodzie w upalny dzień. Krok za krokiem. Tutaj zamoczyć palczana, tam polać ramiona, zrobić krok w tył. Złapać głębszy oddech, bo zmiana odbiera dech. Po kilku dniach zapominam, że miałam coś zmienić. Wstaję rano i wchodzę w życie ze starymi nawykami, nową motywacją, by coś zrobić, coś zmienić! Dopiero po czasie przypominam sobie, że no przecież już chciałam coś zmienić: mniej sie przejmować, bardziej wierzyć w siebie, jeść zdrowo, ruszyć zadek. Nawet już zaczęłam wprowadzać tę zmianę parę dni temu, ale zapomniałam...

Często oceniane to jest jako prokrastynacja, słomiany zapał, lenistwo...

"Oszukali mnie! Banda decydentów..."

I w tym wszystkim jestem JA. Z moim procesem w każdej dziedzinie, wewnętrznym buntem przeciw "musisz". 

Czuję się oszukana, bo przez ostatnie dwa lata wszyscy trąbili: musisz pędzić, żyć, być, robić! Trend na samorozwój. Nie szkolisz się, nie rozwijasz? Nie żyjesz w pełni. Marnujesz swój potencjał! Musisz być tu, tam i jeszcze w kilku miejscach. Nie jesteś fit? Jesteś leniwa! Sen jest dla mięczaków. Nie masz przestrzeni dla siebie? Zaraz się wypalisz! Sama jesteś sobie winna, że masz 40 lat i nie podróżujesz po świecie zarabiając pasywnie na dziesięciu nieruchomościach i pięciu e-bookach. Pieniądze to nie wszystko - ważne są marzenia... 

W kim powyższy akapit wywołał stres? Bo we mnie tak! Kiedy? Jak? Ja się nie nadaję... I kiedy ja w końcu pogodzona z losem odpalam wrotki i nabieram rozpędu świat dochodzi do wniosku, że czas na zmianę. Ja jeszcze nie zdążyłam wprowadzić w życie tej jednej, a tu już: nowy rok - nowe trendy!

"Oszukali mnie! Banda decydentów..."

Bo teraz trzeba refleksyjnie...

Bo oto wchodzi on - trend 'Poetcore' i mamy zwolnić, wyluzować, znaleźć równowagę w rzeczywistym świecie ograniczając aktywność w świecie wirtualnym. Wraca moda na pisanie listów, pamiętników. Znowu trzeba coś zmienić...

Ten nowy trend pojawił się jako odpowiedź na tempo współczesnego życia w świecie przesytu, algorytmów i "głośnych" trendów. Coraz więcej ludzi szuka czegoś, co jest autentyczne, spokojne i pełne sensu. To estetyka inspirowana literaturą (poezją), nostalgią i głębokim przeżywaniem codzienności, gdzie zamiast szybkich zmian stawia się na refleksję, subtelność i własną opowieść, a nie "pokazówkę". Ludzie czują potrzebę zatrzymania się i wyrażenia swojej wewnętrznej wrażliwości i opowieści.

Serio? Nagle okazuje się, że to, jak żyję jest OK i niewiele muszę zmieniać...? 

A trend po japońsku?

W Japonii brak motywacji, problemy ze zmianą swojego życia są sygnałem braku równowagi organizmu, a nie wadą charakteru. Zmiany mają odbywać się w zgodzie z człowiekiem, a nie robić w jego życiu totalną rewolucję!

Praca nad zmianą w życiu odbywa się poprzezróżne techniki: Kaizen uczy, że wystarczy codziennie zrobić minimalny krok naprzód; Ikigai pomaga odnaleźć sens w tym, co robimy na co dzień; Shoshin przypomina, by zachować umysł początkującego i nie wiedzieć "za bardzo"; Hara Hachi Bu zachęca do umiaru i słuchania sygnałów ciała; Wabi-sabi pozwala zaakceptować niedoskonałość i zmienność; Oubaitori uczy, by nie porównywać się z innymi, bo każdy dojrzewa w swoim tempie; Ganbaru zachęca do wytrwałość i dawania z siebie wszystkiego w podjętych działaniach; a do tego Shinrin-Yoku (Kąpiele leśne) zaleca spędzanie czasu w naturze w celu redukcji stresu i regeneracji umysłu; a Zanshin pomaga pozostać uważnym i obecnym także po wykonaniu pierwszego kroku.

No i czy to nie jest piękne?!

Piękne, dlatego "ja wysiadam"

Powtarzałam to już setki razy: "niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam..."! Może to wiek, może charakter i upór, ale nie nadążam. Może jest to też przyczyną, że mój biznes kuleje, bo zanim ja coś zmienię, wprowadzę w życie, to świat już jest w zupelnie innym miejscu. 

Nie nadążam i już nawet nie próbuję. Skłaniam się zatem ku japońskiej filozofii. Małymi krokami wprowadzam zmiany, które czuję, że są mi potrzebne. Po jakimś czasie stają się one nawykiem i codziennością. Staram się nie porównywać i być wtrwałą. Chcę ćwiczyć - zaczynam od tego, by choć iść na spacer, ćwiczyć 15-20 minut. Pracuję nad swoimi słabościami: zapisuję, by nie zapomnieć. Słucham zamiast gadać. Mówię o tym, co czuję. I czuję się z tym dobrze.

A najpiękniejszy był ten moment, kiedy poczułam w sobie i całą sobą, że mogę po prostu żyć własnym życiem. Że jestem jaka jestem. Nie jestem złym człowiekiem, więc nadal mogę żyć po swojemu, być sobą. To zmienia w głowie wszystko: ta świadomość, że jestem wystarczająca. Nie muszę gonić za trendami, mogę wprowadzać zmiany po swojemu i w swoim tempie. Nie muszę pisać trzech stron A4 strumienia świadomości, żeby poznać siebie, odnaleźć siebie i opanować chaos w moim życiu. Mam prawo popełniać błedy, naprawiać szkody, machać ręką na błahostki i wstawać rano z poczuciem, że jest dobrze. Słucham siebie, ludzi, wybieram to, co dla mnie dobre i zatrzymuję. Resztę puszczam (a przynajmniej się staram). 

Tak działa moja głowa. Tak płynie moje życie. Nie jest idealnie. Nadal chciałabym mniej się przejmować - mieć więcej pewności siebie. Ale jest dobrze. Może dla niektórych jestem nieco dziwna, infantylna. Ale coraz częściej słyszę, że to co mówię, to co piszę, to co robię sprawia, że ludzie czują w środeczku miłe łaskotanie. I dlatego niech mówią, że ja to "zawsze inaczej, zawsze po swojemu". Bo dla mnie "po swojemu" to właśnie najlepiej, jak tylko może być.



12/27/2025

Fotki ze skanera. Kreatywne zabawy fotograficzne.

Fotki ze skanera. Kreatywne zabawy fotograficzne.

 

Kiedyś chciałam być fotografem. Robić piękne sesje zdjęciowe, pokazywać prawdziwe emocje, zdjęcia takie trochę niepoprawne, rozmazane, krzywe. Niestety nie umiałam "poprowadzić" ludzi i sesje nie wychodziły najlepiej... A przynajmniej tak mówili niektórzy: że sesje sztywne, że nie tak się to robi. A ja szłam na żywioł, próbowałam po swojemu. Zapraszałam ludzi i robiłam im zdjęcia, jak po prostu spędzają ze sobą czas. Ale porzuciłam...

Potem próbowałam w reportaże, zdjęcia miejskie. Zdjęcia zawsze były krytykowane: bo krzywe, bo źle wykadrowane. Jeden z moich ulubionych reportaży z St. Patrick Day w Dublinie został zjechany pod każdym względem na forum fotograficznym. Straciłam serce... 

Doszłam do wniosku, że fotografem już nigdy nie będę. Robię zdjęcia moich wyrobów, ubrań i innych drobiazgów do sklepu Fundacji, ale już chyba nigdy nie odważę się próbować wynieść tej działalności na poziom "zawodowy". W sensie, że proponować fotografię jako usługę. Ale jako istota kreatywna lubię eksperymentować: z podwójną ekspozycją, filtrami i presetami.

Zdjęcia ze skanera

Dlatego, kiedy Dominika z Kobieca Foto Szkoła rzuciła temat o artystce*, która robi zdjęcia za pomocą zwykłego skanera pomyślałam: "no raczej, że w to idę!". Akurat miałam pod ręką urządzenie wielofunkcyjne, które miało w sumie iść na śmietnik, bo odmówiło współpracy w dziedzinie drukowania, ale skaner działał! I tylko tyle było mi potrzebne. 

Próbowałam na różnych obiektach: moich wyrobach, niciach, kamykach, a nawet na mandarynce. Nie wszystkie próby były udane. Wiadomo - przy takich obiektach 3D nie domkniesz klapy skanera, żeby uzyskać tło. Niektóre wychodziły zbyt jasne, a najlepsze 'ujęcia' wychodziły, kiedy w pokoju było dosyć ciemno. 

Na co to komu?

Zabawa technikami i narzędziami to trening dla naszej głowy. Rozciąga wyobraźnię, uruchamia kreatywność, uczy odwagi w myśleniu i wychodzenia poza granice, poza schematy. Kiedy pozwalamy sobie na próby, wykorzystywanie nieoczywistych narzędzi - otrzymujemy zaskakujące i często zachwycające efekty.


Czasem coś, co miało być tylko eksperymentem, staje się nowym językiem wypowiedzi. Sztuka przecież nigdy nie rosła w bezpiecznych ramach: rozwijała się dzięki tym, którzy próbowali, błądzili, zmieniali kierunek i ufali procesowi bardziej niż efektowi. I może właśnie w tym jest cała magia: w ciekawości... Bo tworzenie to nie perfekcja, tylko droga. I warto iść nią po swojemu.






* to już było kilka lat temu i nie pamiętam nazwiska artystki, więc niestety... 

12/17/2025

Najlepszy pomysł na prezent: rękodzieło!

Najlepszy pomysł na prezent: rękodzieło!

 

Obecnie mamy grudzień i szał-ciał prezentowy trwa. W galeriach ludzie dostają lekkiego kręćka, a sieciówki zacierają łąpki widząc rosnące liczby na swoich kontach. A przecież prezenty daje się nie tylko na święta, ale też na inne okazje. A ja polecam również dawać je z okazji… braku okazji. I ta propaganda: „rękodzieło na prezent” - trochę już wytarta jak skarpeta na pięcie, ale czy to się komuś podoba czy nie: wciąż działa i wciąż ma sens, bo rękodzieło to najlepszy w świecie pomysł na prezent!

Rękodzieło!

Ja myślę, że wszystkim już się trochę znudziło słuchać i czytać, jakie to rękodzieło jest wspaniałe i wyjątkowe. Jak to warto kupować stworzone przez zdolne łapki rękodzielników produkty, bo to z sercem i lokalnie. I nie będę się powtarzać, bo nie ma po co. Wy już to wszystko wiecie. I nie wiem, czy jest coś, czego o rękodziele tak ogólnie nie wiecie...?

Dlatego z tego mojego kreatywnego serduszka napiszę Wam coś w stylu Tyci Kraft. Otóż zdaję sobie sprawę, że moje wyroby są droższe niż z pewnych portali, gdzie masowo sprzedaje się tak zwane "mydło, szydło i powidło". Wiem, że moje produkty nie są 'pierwszej potrzeby' i nie rozwiążą Waszych problemów... Chociaż wszystko zależy, jakie kto ma problemy.

Twój problem.

Otóż może jesteś osobą, która lubi niepowtarzalne dodatki. Może lubisz podkreślać swój styl kolorem, wzorem, nietypowym i oryginalnym fasonem. Niestety wszędzie w sklepach jest to samo. Podobne torebki, tylko inne logo. Klasyczne kolory: czarny, biały, beże i szarości. Może Twoim problemem jest właśnie znalezienie czegoś, co nie będzie takie, jak mają wszyscy?! No to właśnie Tyci Kraft swoimi produktami rozwiązuje ten problem. 

A może problemy na linii torba - porządek. Ciągłe poszukiwanie błyszczyka czy kluczy bywa wyjątkowo kłopotliwe. I wtedy trafiasz na kosmetyczki Tyci Kraft, które zostały uszyte z myślą o kobietach, które lubią mieć poukładane i wszystko zawsze pod ręką, i jeszcze w takim wydaniu, że nikt takiego nie ma to nie dość, że będziesz miała w końcu błyszczyk zawsze, kiedy tego zapragnieszm to jeszcze będziesz miała umalowany uśmiech na buzi.


 Potrzeby.

Wyroby rękodzielnicze nie są produktami pierwszej potrzeby. Sama kiedy mam wydać 100 zł na wisiorek lub na rachunek wiadomo, co wybiorę. Ale potrzeba posiadania rzeczy ładnych też jest potrzebą. Lubimy ładnie wyglądać, mieszkać w ładnych wnętrzach. Patrzenie na rzeczy ładne, które nam się podobają, możliwość ich używania sprawia nam zwyczajnie przyjemność. Oczywiście, że możemy wiązać włosy gumką recepturką i to też działa. Ale jedwabna scrunchie jest o niebo lepsza i... ładniejsza.


Ma(m) już wszystko.

A kiedy myślisz, że nic już nie potrzebujesz. Kiedy myślisz o drugiej osobie: "co jej kupić? Ma już wszystko, czego można zapragnąć!" Pomyśl własnie o tej potrzebie posiadania rzeczy ładnych. Przyjeło się, że prezent musi być imponujący, spektakularny, drogi! To w końcu prezent i świadczy o naszej emocjach względem obdarowanej osoby. A czy sama nie masz czasem tak, że te małe gesty: bezinteresowne, spontaniczne, bez okazji sprawiają więcej przyjemności i radości?

Wniosek: 

Jak widać rękodzieło to jeden z najlepszych pomysłów na prezent. Rozwiązuje odwieczny problem szukania rzeczy ładnych i wyjątkowych. Zaspokaja potrzebę estetyki i zawsze znajdzie się COŚ nawet dla tych, którzy mają już wszystko.


11/30/2025

Same świetne okazje!

Same świetne okazje!

 

Końcówka listopada to od wielu lat istne szaleństwo w handlu. Przejęty został amerykański (?) zwyczaj i ostatni piątek listopada to "Black Friday" - dzień ogromnych promocji, obniżek cen i wyprzedaży. Nie wiem, czy na świecie jest to praktykowane - nie śledzę tego aż tak pilnie - ale w Polsce poszliśm o krok dalej! Co tam jeden dzień?! Piątek to za mało - jeszcze z tydzień by się zdało. 

Dlaczego Tyci Kraft nie wpisuje się w ten trend?! Powód jest bardzo prosty: w pracowni w sprawach sezonowych, świąt i okoliczności (prawie) nigdy nie jestem gotowa na czas! Podczas, gdy koledzy i koleżanki z branży już od września knują i tworzą ja zwykle budzę się kilka dni przed, publikuję za późno albo wręcz dzień po! No nie poradzę, że jestem twórczym nieogarem.

Drugi powód jest taki, że niekoniecznie podoba mi się ta idea wydawania pieniędzy tylko dlatego, że jest taniej i wszyscy tak robią...

MEGA OKAZJA!

Dlatego w tym roku namawiam do zmiany podejścia. Jak zwykle spóźniona, ale dobre rady się nie przeterminowują! ;) W tym roku polecam, by "Czarny Piątek" i cały ten okres był mega okazją do oszczędzenia 100%! Zróbmy przegląd tego, co mamy. Czy na pewno, naprawdę i koniecznie potrzebujemy czegoś nowego? Może uda się to kupić z drugiej ręki? A może nadmiar, który wypełnia nasze szafy da się podać dalej: sprzedać, oddać, podaraować komuś?

Niech ten czas będzie mega okazją do niewydawania pieniędzy!

A jak już koniecznie czujesz, że musisz coś kupić albo może akurat końcówka roku pokazała, że coś się zużyło, coś jest potrzebne to weź głęboki oddech. Nie po to, by rzucać się w głębinę super ofert i rabatów, ale żeby właśnie spojrzeć na wszystko z dystansem. Skoro wielkie "marki" oferują nam teraz takie rabaty, to czy przypadkiem nie robią nas na co dzień w bambuko? Może lepiej kupić coś w niewielkim sklepiku za rogiem. Albo swoimi zakupami wesprzeć małe lokalne pracownie, manufaktury, rękodzielników, twórców, artystów... Poszukaj wśród rzeczy z drugiej ręki. Po co płacić wielkim korpo skoro możesz podratować czyjś budżet.


PROMOCJA - ZA DARMOSZKĘ!

Wiem, że w Black Week wiele osób poluje na prezenty dla bliskich. Szukamy dobrych ofert, przeglądamy znane marki, chcemy upolować coś „premium” w niższej cenie. Ale… może w tym roku zamiast zasilać budżety wielkich sieciówek, warto spojrzeć w stronę tych, którzy tworzą naprawdę z serca?

Rękodzielnicy i małe polskie marki nie mogą konkurować ogromnymi rabatami. Za to mogą dać Wam coś, czego nie da się kupić ani przecenić: jakość, autentyczność i ogrom pracy włożony w każdy detal. Tu każdy klient jest traktowany tak samo, a każdy produkt jest tak ważny, jak osoba, która po niego sięga.

A jeśli akurat nie planujesz zakupów — możesz pomóc inaczej. Twórcy walczą nie tylko z kosztami materiałów, ale też z robotami algorytmów. Dlatego każdy komentarz, serduszko czy udostępnienie to dla nas pomoc i wsparcie, które Was nic nie kosztuje.

Niech zatem Black Week 2025 i w sumie każdy kolejny będzie super okazją do wspierania małych, a nie tych, którzy mają gigantyczne budżety na reklamy.

Dajcie znać, co o tym myślicie i czy korzystacie z ofert na Czarny Piątek. Ściskam. Magda :)

11/18/2025

DIAGNOZA: MULTIPOTENCJALNOŚĆ!

DIAGNOZA: MULTIPOTENCJALNOŚĆ!

Jak się dowiedziałam, że nie jestem głupkiem ze słomianym zapałem? 

Otóż przypadkiem, mili Państwo. Przy-pad-kiem! Na Instagramie się zdiagnozowałam, kiedy poznałam dziewczynę, która o tym gdzieś mimochodem wspomniała. Bo ona też się dowiedziała przypadkiem, że to, co świat z pogardą nazywa 'słomianym zapałem' w jej przypadku okazało się akurat multipotencjalnością! 

I tak od słowa do słowa, od artykułu do artykułu okazało się, że faktycznie: takie zjawisko istnieje i nie jest ono niczym wyjątkowym. Wręcz odwrotnie: jest dość powszechne, ale kto by się do tego przyznawał?! Wszak rodzaj ludzki ma to do siebie, że wszelkie odchylenia od normy łatwiej nam krytykować, niż wesprzeć słowem i uczynkiem drugiego człowieka, który nie może odnaleźć siebie w tym świecie. A do tego wszystkiego: tego się nie leczy! Nad tym można pracować, można to trenować i szukać kompromisów i równowagi, ale nie da się tego wyleczyć. Co za pech!

Jakie są objawy?

Wspomniane już wcześniej rozmaite zainteresowania często z odległych od siebie tematycznie dziedzin. I nie chodzi tu tylko o wiedzę samą w sobie lecz o działanie, doświadczanie, bycie w tych zainteresowaniach całym sobą. Cóż z tego, że czasem / często tylko na chwilę?! Kolejny: trudności z podejmowaniem decyzji szczególnie w kwestii wyboru tzw. 'ścieżki kariery'. Zaczyna się już w szkole od rozmaitych zajęć dodatkowych, później pojawia się problem z wyborem kierunku w liceum i na studiach. Bo czy w ogóle jest sens na nie iść i tracić tyle lat, skoro i tak zaraz zmienię zdanie?! I na koniec problemy z samooceną. O tak! Świat nie lubi niezdecydowanych, rozpierzchniętych życiowo. "Weź się ogarnij i zdecyduj! Zostań specjalistą w jakiejś dziedzinie."

Już słyszę, jak mówicie: 'to normalne. Każdy tak ma!' No pewnie, że każdy. Ale nie każdy po podjęciu decyzji odczuwa pustkę i tęsknotę za tym, czego nie wybrał. Ten głód zmian, poznawania nowego. Nie każdy potajemnie będzie robił pewne ruchy, by sabotować swoją decyzję, a wszystko po to, by coś znowu zmienić w swoim życiu, podjąć nowe wyzwania!

A jak jest u Ciebie?



11/09/2025

Świątecznie już od września (?)

Świątecznie już od września (?)

No to zaczęło się. Po Halloween, albo jeśli ktoś woli po Wszystkich Świętych bożonarodzeniowa petarda zostaje odpalona i sypie wszędzie iskrami z gwiazdek, bombek i małych Mikołajków ;) Tak przynajmniej było do tej pory. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy już na przełomie września i października zobaczyłam w internecie i w sklepach (!) pierwsze świąteczne ozdoby. Czy to już nie jest lekka przesada?! Przez takie wczesne świąteczne akcenty ten faktycznie świąteczny czas w grudni traci na uroku. I ja rozumiem "Team xmas" w listopadzie, że dynie do pudeł, a Elf wskakuje na półkę i pieczemy pierniczki, ale bez przesady: NIE WE WRZEŚNIU! 


Lubię różnorodność

Kto mnie trochę zna, ten wie, że rutyna to nie u mnie ;) Muszę próbować różnych wzorów, a do tego szkoda mi każdego skarwka tkaniny, filcu, wstążki. Dlatego często powstają dekoracje w pojedynczych egzemplarzach. Oczywiście najczęściej je rozdaję, bo ręcznie szyte drobiazgi nie przebiją ceną tych z marketu. A na jakość niestety ludzie często nawet nie zwracają uwagi. W końcu to tylko na Święta...


Ale z drugiej strony ogromną satysfakcję sprawia mi to, że przekazuję te haftowane gwiazdki i choinki, serduszka ze świąteczną tasiemką i gwiazki z bawełny w groszki na kiermasz świąteczny do szkoły syna, albo na aukcje charytatywne. 


Świąteczny klimat na zamówienie

Ale jeśli Ty masz ochotę na dekoracje, które powstają z myślą o pięknie świątecznego klimatu to zapraszam. Możesz zamówić gwiazki z tkaniny bawełnianej: takie tradycyjne, albo takie pięciokątne. A może masz ochotę na proste serduszka, haftowane gwiazdki lub choinki, to napisz do mnie*. 




 
* zamówienia w 2025 roku przyjmuję do 16 listopada.

Copyright © Tyci Kraft , Blogger