4/24/2026

Obudzić kreatywność na wiosnę

 

Jeszcze w marcu wymyśliłam sobie, że muszę tycnąć moją Kreatywną patykiem, obudzić i pobudzić. Bo niby w głowie sto pomysłów, ale nie umiem ich uchwycić. I do tego wszystkiego są jakieś takie bezosobowe, nijaki, wtórne. Inspirowanie się pracami innych twórców wprawiało mnie w zakłopotanie: bo czy to jeszcze inspiracja, czy już plagiat? Nie jest łatwo wykonywać kreatywny zawód.

Do tego wszystkiego dochodzi presja. Miałam wrażenie, że wszyscy inni już realizują pomysły, które mnie właśnie przyszły do głowy. Że wszyscy już zarabiają na nich kokosy, a ja dopiero sznuruję wrotki. Wszystkim się wszystko udaje, a ja nie mam czasu, bo wszystko robię sama, bo coś mi wypadło, bo jakieś głupie zakupy i wizyta w Urzędzie Pracy. Oj, pierwsze miesiące tego roku nie są dla mnie łaskawe!

Na dokładkę - jak wisienka na koktajlu mlecznym - jeszcze większa presja na socjalach: publikuj, publikuj ciekawie, pisz, pokaż twarz, nagrywaj, bez tego nie ma sukcesu, sprzedaży, kasy... Ałaaaaa!!!!

I wtedy przyszło mi do głowy, że czuję potrzebę coś puścić, coś zmienić, dać gdzieś na luz. No zabawić się jednym słowem i spróbować nowych rzeczy. W końcu tablice na Pintereście po coś budowałam ;)

Trening kreatywności

Wpadłam na pomysł, żeby potrenować moją kreatywność. Chciałam się jakoś zmobilizować i codziennie zrobić coś. Obojętne co, byle kreatywnie.

Bo przecież kreatywność to nie jest magiczny talent dany wybranym, tylko umiejętność, którą można rozwijać każdego dnia. Nie trzeba urodzić się artystką ani czekać na wielkie natchnienie – wystarczy chcieć i zacząć ćwiczyć. Czasem to będzie zapisanie kilku pomysłów w notesie, czasem połączenie dwóch pozornie niepasujących rzeczy, a czasem zwykła zabawa skrawkami papieru: bez planu i bez presji efektu. 

Kreatywność rośnie wtedy, gdy dajemy sobie przestrzeń na próby, błędy i eksperymenty. Im częściej pozwalasz sobie tworzyć, tym łatwiej wpadasz na nowe pomysły. To trochę jak z mięśniami – używane stają się silniejsze. 

Dodatkowo chciałam spróbować kilku nowych "technik": drukowanie za pomocą piankowej tacki, kwiatki z wytłaczanki po jajkach, gelli plate. Zaczęłam od piankowej tacki - coś takiego, jak te białe pudełka na posiłki na wynos. Wymyśliłam, że zrobię kartki wielkanocne z prostym króliczkiem. Może coś zrobiłam źle? Na pewno zapomniałam ogonka, ale ogólnie efekt mnie nie powalił. Ale spróbowałam. Zaliczone.

Papierowa masa

Masa z wytłaczanek po jajkach kusi mnie też już od dawna. Przed Bożym Narodzeniem użyłam jej do zrobienia grzybków na choinkę, ale wtedy zrobiłam jej tylko troszkę. Teraz plan był bardziej ambitny: miałam wytłaczankę w kolorze fioletowym po czterech czekoladowych jajkach. Ze środkowej części zrobiłam krokusa. 


Resztę namoczyłam, zblendowałam i wymieszałam z klejem. Pomysł by taki, żeby zrobić cztery płaskie ptaszki, połączyć je w pary, dodać kolorowe skrzydełka i druciane nóżki. Miały powstać wielkanocne dekoracje: takie kolorowe figurki ptaszków. Nie przemyślałam jednak wielu spraw - działałam na totalnym spontanie. Wydawało mi się, że dobrze to zaplanowałam... A jednak nie.

I tak: wszystkie ptaszki były zwrócone w prawo, masa była zbyt wodnista, a szablony przykleiły się na amen. Przy próbach ratowania sytuacji jeden ptaszek rozpadł się zupełnie. Kolejnego Nie zaakceptował wewnętrzny Perfekcjonista. Zostały dwa też lekko sponiewierane. Miałam wyrzucić, ale zrobiłam z nich mini girlandę łącząc z krokusem. Wyszło, jak wyszło, ale jak to mówią: 'zrobione lepsze od idealnego' ;) 


Haft na papierze

Ostatnim pomysłem, o którym pozwolę sobie tu wspomnieć był haft na papierze, a dokładnie haftowane zdjęcie. Widziałam takie kilkukrotnie w Internecie. Autorki prac ozdabiają czarnobiałe fotografie kolorową nicią rysując na nich kwiaty, dokładając kontury i inne elementy. Bardzo mi się to podoba, gdyż zmienia klimat zdjęcia, a czasem wręcz nadaje mu nowe znaczenie.

Pierwszym pomysłem było, by haftem pokolorować botaniczne kartki pocztowe, które kiedyś kupiłam na targu. Mają one jednak swój niepowtarzalny klimat i zwyczajnie było mi ich szkoda. Pomyślałam, że znajdę coś w gazecie. Chciałam, żeby to nie było zbyt kolorowe zdjęcie, żeby haft nie zniknął. Ale na początek chciałam też, żeby było tam dużo elementów, które będą podstawą do haftu. Idąc tym tropem wybrałam zdjęcie kuchni, które nakleiłam na brystol. 

Igłą robiłam dziurki, a potem dopiero haftowałam. Pro tip: warto zaopatrzyć się w naparstek ;) Wymagało to też sporej porcji cierpliwości, ale udało się: coś dołożyłam, coś 'poprawiłam' na kolorowo i efekt BARDZO mi się podoba :)


Oczywiście powyższe prace to tylko część pomysłów na kreatywny trening, jakie mam przygotowane. Nie udało mi się działać regularnie, systematycznie, codziennie... Ale mój wewnętrzny Krytyk kiwa głową z uznaniem. Wprowadziłam pomysły w czyn, dokończyłam zaczęte projekty, nie porzuciłam mimo błędów. I jestem szalenie zadowolona z siebie i z efektów mojego treningu. A Wy co o tym myślicie?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

witaj na moim blogu! dziękuję za odwiedziny :) będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza :) pozdrawiam

Copyright © Tyci Kraft , Blogger