2/20/2026

Tabletowe coś-tam, coś-tam.

 

Mam teraz całe dnie, żeby szyć, tworzyć, siedzieć przy kompie. Nie będę sie powtarzać z sytuacją zawodową i okolicznościami Fundacji. Bo dziś o tym, jak w końcu odkurzyłam mój tablet graficzny - po raz kolejny. I zaczęłam się uczyć rysować. Ale zaczniemy od teorii.

Jaki mam tablet? Jaki mam program?

Jestem szczęśliwą posiadaczką tabletu Wacom Intuos w rozmiarze L. Spore bydle ;) Możecie sobie wygooglować, jak to wygląda. A ja dodam, że jest to tablet piórkowy. Czyli nie rysuję po ekranie tylko po czarnej płaszczyźnie. Początkowo miałam problemy, żeby go w ogóle ustawić, skonfigurować. Dopiero kiedy trafiłam na filmiki Pana Jacka jakoś to poszło.

Tablet dostałam 14 lat temu od mojego Małża. Miałam tworzyć powalające kreatywnością grafiki komputerowe. W rezultacie tablet leżał gdzieś i się kurzył. Początkowo z powodu wspomnianych problemów z konfiguracją. Potem z powodu braku miejsca i czasu. A wreszcie z powodu całkowitej zmiany zainteresowań - poświęciłam całą uwagę maszynom i tkaninom.

Używam darmowego programu Krita. Jego też się uczę, więc wszystko się zgadza ;)

Czy ja w ogóle umiem rysować?

I to jest doskonałe pytanie, bo otóż odpowiedź brzmi: NIE. Niby całą podstawówkę kółko plastyczne, konkursy i nawet jakieś dyplomy. Ale prawda jest taka, że jestem w tym totalnie kiepska. Moje późniejsze rysunki (w sensie po podstawówce) były raczej krytykowane za brak logiczności, dziwne formy i za jeszcze wiele innych niedociągnięć - nie róbmy teraz aż tak dogłębnej analizy. Ale może właśnie dlatego zupełnie porzuciłam rysowanie odręczne.

Potem było jeszcze trudniej, bo miałam coś w głowie, ale to co powstawało na papierze, co wychodziło spod mojej ręki było zupełnie NIE TAKIE! I to było dodatkowo frustrujące.

Kolejnym problemem jest brak kreatywności w dziedzinie form wizualnych. Zawsze jakoś nie mogłam wymyślić co w ogóle chciałabym narysować. Inspirowałam się zdjęciami. A do tego często brakowało mi cierpliwości, żeby skończyć pracę. Detale, całe tło i w ogóle. Kompozycja szła na urlop, a dobór kolorów zwyczajnie szwankował.

Oglądałąm cudze prace i byłam zachwycona. Detale, kompozycja, kolory. Ale przecież nie chodzi o to, żeby kopiować!


Co więc zrobiłam?

Początkowo jeszcze próbowałam znaleźć swój sposób na rysowanie, tworzenie grafik. Robiłam rysunki długopisem na białej kartce: gruby kontur, białe przestrzenie. Potem skanowałam lub fotografowałam i wrzucałam do programu graficznego. Tam białe pola wypełniałam teksturami znalezionymi w internecie, kolorami, fakturami. Ale i to jakoś nie zyskało uznania, więc odpuściłam...

I tak dochodzimy do tego, o czym już wspomniałam: porzuciłam rysowanie odręczne na dobre.

Dopiero parę lat temu, po bardzo długiej przerwie wróciłam do tworzenia obrazów. Przepadłam w kolażach. Dało się to-to zrobić z gazet, albo w programie graficznym. A najlepsza okazała się dla mnie technika mieszana. Tworzę kompozycje z gazet, które digitalizuję. W programie graficznym dodaję tło, jakieś detale.

Co mi więc strzeliło do głowy?

Ano nadal z zachwytem i lekką zazdrością spoglądam na tworzone cyfrowo ilustracje, które wyglądają jak malowane, rysowane kredkami. Nie mówię o AI, tylko o tworzonych godzinami garfikach Ilustratorek. Uznałam więc, że skoro mam teraz trochę czasu i przestrzeni, a do tego mam już sprzęt, to po prostu MUSZĘ SPRÓBOWAĆ. Przecież to nie może być takie bardzo trudne!

No i największą trudność oczywiście sprawia mi wymyślenie, co chciałabym narysować. Ale czytając 'Wszystko czego szukasz znajdziesz w bibliotece' wpadłam na pomysł ilustracji z kotami. Wiem, wiem: oklepany motyw. Ale jakoś tak pomyślałam, że to będzie proste na początek i daje sporo możliwości. No i oczywiście to, co powstało zupełnie nie jest tym, co widziałam w mojej głowie.


Ale postanowiłam się nie poddawać. Pomyślałam: 'spoko. Nie jest tak, jak chciałaś, ale może najpierw ustal, jak to jest. Czyli jakie ilustracje chcesz uzyskać. Potem poznamy narzędzia i dopiero weźmiemy się za wielką twórczość" ;) 

Otworzyłam więc program graficzny i Pinteresta. Zaczęłam próbować różne rodzaje kreski: kredki, ołówki, pędzle. Jest spory wybór 'czym' można rysować. Potem wybierałam z Pinteresta zdjęcie lub ilustrację. Stawiałam oczywiście na proste wzory. Była jakaś śmieszna rysunkowa głowa, a potem trafiłam na kwiaty*. "O! Jeżówki!" - pomyślałam i postanowiłam, że to właśnie będzie moja ilustracja treningowa, którą zrobię od poczatku do końca! Zerknęłam też na zdjęcia, jak jeżówka wygląda na żywo i wzięłam się do pracy.

Zrobiłam szkic, pilnowałam, żeby poszczególne elementy były na osobnych i odpowiednich warstwach, żebym mogła nad nimi pracować swobodnie w razie konieczności poprawek. Miałam obawy, że będzie mi trudno skoordynować oko-ręka: patrzę na ekran komputera, a nie na rękę z piórkiem. Ale okazało się to łatwiejsze, niż wymyślenie tematu ;) 

Testowałam sobie jakim nasyceniem malować, by uzyskać odpowiedni efekt i jaką grubością pędzla rysuje mi się najlepiej. Poprawiałam kilka razy, żeby uzyskać zadowalający efekt. Wznosiłam się na wyżyny mojej cierpliwości! No i jak na pierwszy raz wyszło całkiem, całkiem. 


Powoli do swojego stylu

Wygląd pierwszych ilustracji uważam - mimo wszystko - za pewien sukces. Zabawne jest też to, że jak moje chłopaki zobaczyli koty, to pytali "to ty tak...?" TAK! To ja tak! Radocha mnie nie opuszcza. Mocno trzymam kciuki za siebie, żebym tym razem nie poddała się z powodu czyjejś krytyki. Żebym nie zniechęciła się tymi nie do końca udanymi pracami. Żebym próbowała, rysowała, zapisywała, a za jakiś czas zobaczę, jakie zrobiłam postępy. 






* Ilustracja, którą znalazłam i która była moją inspiracją to fragment pracy Sally Murphy Design. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

witaj na moim blogu! dziękuję za odwiedziny :) będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza :) pozdrawiam

Copyright © Tyci Kraft , Blogger