Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dieta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dieta. Pokaż wszystkie posty

3/19/2018

Czy ja naprawdę muszę być fit?

Czy ja naprawdę muszę być fit?

Jeśli, Czytelniku mój drogi, bywasz tu czasem to wiesz, że temat 'ja być fit' przewija się tu co jakiś czas. Może dlatego, że 'wciąż szukam sobie wymówek' i do tego 'głupio się tłumaczę' i nadal nie udało mi się zrzucić pewnego balastu, który tak oto zamieszkał w moim ciele po urodzeniu Małego Człowieka. Krytykę zachowaj dla siebie, Czytelniku Drogi. Jeśli jesteś tu pierwszy raz, możesz się cofnąć o wpisów kilka i masz! Gderam, narzekam, zapisuję te gramy ubytku z matematyczną dokładnością niczym Bridget Jones. Ale nadal borykam się z tym samym problemem... A raczej borykałam się! Nie, nie schudłam. Możecie usiąść, przestać wiwatować i bić brawo ;) Pogodziłam się jednak z kilkoma faktami i okazało się to dla mnie najlepszą dietą na świecie ;)

Przypomniałam sobie ostatnio czasy szkolne. Wtedy nie było pojęcia 'fit' i nikt nie świecił gołym tyłkiem, żeby udowodnić światu, że jest lepszy... Byli grubsi, ale u chłopaków kojarzyło się to raczej z siłą! U dziewczyn z dużym biustem ;) Fakt: nie pamiętam osób chorobliwie otyłych - takie były czasy ;) Wszyscy ćwiczyli na wu-efie, nikt nie miał komputera, a jedzenie było domowe. I nagle wybuchła epidemia na bycie fit. Każdy musi być fit, bo jak nie, to znaczy, że jest leniwy, ignorant, nie dba o swoje życie i zdrowie, a do tego wygląda obleśnie. Bycie fit stało się fanatyczną obsesją! Ja nie mam nic przeciwko zdrowemu odżywianiu. Nie mam nawet nic do promowania ruchu, ćwiczeń fizycznych i biegania. Ale serio?! Musimy obrażać ludzi z 'oponą' na brzuchu?

W każdym razie moda na bycie fit totalnie mnie zniechęciła do działania. Fit influencerki - boszszsz! jakie to durne słowa! - odniosły skutek odwrotny. Bo ja już tak mam, że kiedy ktoś mnie zmusza, to ja się wmurowuję w podłożę, jak osioł i tyle. A jak czegoś bardzo nie mogę, to ja tego pragnę, chcę, pożądam i choćby nie wiem co, ale sobie wezmę! ;) A przekładając to na dietę i ćwiczenia.... Czy na prawdę muszę to tłumaczyć? No dobra. Jak ktoś mi mówi, że muszę ruszyć mój uroczy, krągły zad z cellulitem z kanapy i to codziennie (najlepiej), bo od samego patrzenia na filmy Chodaka to ja nie schudnę, to ja wtedy mówię, że  muszę to oddychać. A całą resztę to ja ewentualnie mogę, pod warunkiem, że w moim kalendarzu znajdę na to czas pomiędzy pizzą a wagonem mamby ;) A jak mi ktoś mówi, że mi nie wolno, że białe pieczywo to normalnie killer, a tabliczka czekolady z orzechami o 22 to 3 cm w talii na plus. Kiedy ktoś mówi, że nie wolno, nie i jeszcze raz NIE, to ja mam ochotę pokazać mu tak:


I w związku z powyższym, że nic nie muszę, że mogę i może nawet chcę. Że nie mam zakazów, ale dobrze by było. W związku z tym wszystkim uznałam, że nie muszę być fit! A kiedy już to uznałam zaczęłam chudnąć. Powoli. Na razie niewiele. I niech tak zostanie: bez spinki i bez przymusu. Amen.

I mam nadzieję, że to był ostatni wpis w tym temacie, bo na serio nuda to i mizerota ;) A moim ideałem kobiecości i tak na zawsze pozostaje Kinga Preis - normalna, piękna kobieta :)







9/09/2016

Pamiętnik Żelka, czyli zmagania z wagą. Aktualizacja

Pamiętnik Żelka, czyli zmagania z wagą. Aktualizacja

dziś aktualizacja. po kilku miesiącach huśtawki jestem tam, gdzie byłam, ale z innym nastawieniem. taki jest właśnie gorzki smak życia...

kwiecień 2016

kwiecień przyniósł ze sobą mega kryzys. miałam wrażenie, że każdego dnia jest tylko co raz gorzej, jest mnie co raz więcej. waga to nieubłaganie potwierdzała, a ja co raz bardziej odpuszczałam i żarłam co popadnie. w rezultacie właściwie wróciłam do punktu wyjścia :/ przestałam się ważyć, przestałam wierzyć...

maj - czerwiec 2016

wszystko zaczyna wracać do normy. wróciłam do swoich posiłkowych zwyczajów. pewnie, że waga nie poleciała na łeb, na szyję, ale powoli... wróciłam też do ćwiczeń, które wybitnie zaniedbałam w ostatnim czasie i już po tygodniu zaczęłam dostrzegać zmiany. też nic spektakularnego, ale czuje się lepiej: psychicznie i fizycznie.

lipiec - sierpień 2016

lato: czas owoców, ruchu, ale też lodów, pysznych nadmorskich gofrów z bitą śmietaną i grilli ;) no i co?! a nic. waga się jakoś w miarę utrzymuje. nie przekroczyłam już magicznej granicy 63 kg. ale też nie schudłam tak, jak bym tego chciała. i co? a nico. wyluzowałam. mynż mnie kocha bez względu na kilogramy. pewnie, że więcej ich nie chcemy ;) ale nie jest jeszcze ze mną tak źle. spokojnie, powoli, do celu ;)





6/04/2016

Pamiętnik Żelka, czyli zmagania z wagą. Część kolejna.

Pamiętnik Żelka, czyli zmagania z wagą. Część kolejna.

 02.03.2016 Waga się waha

Jakoś tak nie może mi się ustabilizować. Już było 60,9 kg, a tu znowu z której strony nie patrzeć – DUPA! Mam nowe postanowienie: do Wielkanocy zero czekolady. No dobra! Daję sobie trzy koła ratunkowe, bo przecież bez czekolady się nie da! Drugie postanowienie: zero tradycyjnego pieczywa na kolację. Wcinam więc sałatki z kurakiem, twarożki i chrupkie pieczywo. Mniam!

16.03.2016 Tydzień do Świąt

Został tydzień do Świąt a ja nadal walczę z tą przeklętą jedynką na drugim miejscu. Może jakoś to wymazać? Zresetować? Może waga się popsuła?
Mr. T. brechta, że powinnam  się raczej wziąć za ćwiczenia znowu. Aha. Bo po chorobie w przypływie osłabienia zaniechałam zbędnych ruchów ;) No wezmę się, jak tylko znajdę motywację. Bo gdzieś się powsinoga zapodziała.

19.03.2016 Mistrzyni planowania

Jestem mistrzynią planowania. Od pół roku planuję odmrozić lodówkę ;) Ale spokojnie: pingwiny jeszcze się nie wprowadziły. Poza tym wolno i bez pośpiechu zrobiłam małe wiosenne sprzątanie. Co prawda wiosna ma nas głęboko i daleko i wcale nie ma zamiaru się pojawić w Polsce. Nie chcę tu komentować i siać fermentu, ale w obecnej sytuacji trochę ją rozumiem.
Na wadze wciąż w okolicach 61 kg. Chyba ogłoszę strajk czekoladowy ;)

23.03.2016 Pakujemy walizki

Dziś dzień pakowania. Powoli, żeby Mały Człowiek się nie skapował, bo będę miała przewalone przez dwa dni! Jak już podłapie, to jest na misji i koniec! Jutro po południu odjazd. Pakuję robótki ręczne, żeby mieć ręce zajęte i nie podjadać ;)
Ostatnie ważenie przed Świętami: 61,2 kg. Miodzio. Po Świętach już nie będzie tak różowo ;)

04.04.2016 Tchórz

No to jestem posrana! Psychicznie oczywiście. Nie wchodzę na wagę do odwołania. A ona na mnie patrzy spod szafki i szepcze „tchórz…” No raczej! Święta były. Chociaż musze się skromnie przyznać, że jadłam naprawdę rozsądnie. Nie powiem, że mało, bo w Święta mało jedzą tylko desperaci ;)




4/12/2016

Pamiętnik Żelka, czyli zmagania z wagą. Część druga.

Pamiętnik Żelka, czyli zmagania z wagą. Część druga.

08.01.2016 Kochany pamiętniczku... 

Kochany pamiętniczku. Każdego dnia ważę się wieczorem i rano. Każdego dnia tłumaczę sobie, że jeszcze nie byłam w kibelku ;) I każdego dnia wierzę, że dam radę. 

Ćwiczę. Ostatnio znalazłam jakieś ćwiczenia. Jak oglądałam, pomyślałam "luuuuuz". Gorzej było, jak zaczęłam ćwiczyć, bo tchu mi brakło po około siedmiu minutach, a po dziesięciu o mało nie wyrzygałam kolacji. Nota bene pyszna była i lekka: sałateczka. Mniam!

A wracając do ćwiczeń, to właściwie już do nich nie wróciłam. Pozostałam przy swoim zestawie: 'Chodak' plus kilka innych mądrych ćwiczeń. Głównie na tego giga-opona, co to mi się ulokował w okolicy pępka ;)

Z dobrych wieści: opon się lekko zmniejszył i nawet musiałam sobie zrobić nową dziurkę w pasku ;) 

Na wadze: 62,9 - juuuupiiii!! Zjadłam dziś tylko jedną kosteczkę czekolady :)

25.01.2016 Jest, jest, jest!! 

Jest, jest, jest!! Miałam zjazd rodzinny. Spotkałam się z Siostrą, z którą dość dawno się nie widziałam. Powiedziała mi, że dobrze wyglądam, że schudłam i że od ostatniego spotkania, to "łoooooooo!" No i o to chodzi! Taaaaaaaaaaaaak!! Jest, jest, jest!!

Nie ma to jak druga kobieta, pod warunkiem, że jest ci życzliwa. Potrafi komplement powiedzieć i wiary w siebie dodać ;) 

Na wadze 62,5 i nie wchodzi już 'trójeczka' na licznik na drugim miejscu ;)

28.01.2016 Cholerna 'trójka'... 

Cholerna 'trójka'! Już jej nie było, a wczoraj nagle: 'siup!' i jest :( 

To ja już tu plany snułam, że niedługo wyciągnę moje ukochane spodnie i możne nawet wełnianą spódniczkę sprzed lat. A tu taka smutna niespodzianka. 

Na pocieszenie zjadłam kawałek czekolady... No dobra: DWA!!

31.01.2016 Nie nadążam już... 

Nie nadążam już z tym sprzątaniem!! W naszym domu kurz chyba rozmnaża się przez pączkowanie! Wczoraj odkurzałam, a dziś kurz ostentacyjnie wyłazi z kątów, a gdzieś za drzwiami organizuje jakieś zgromadzenie. Czy to w ogóle jest legalne?

I do tego ta plaża, która niemal każdego dnia tworzy się w przedpokoju z tak zwanych 'nanosów'. Czy to już zjawisko geograficzno - geologiczne?

Na wadze (CHYBA) cudowne 62,5. 'CHYBA', bo wczoraj były na obiad pierogi z kapustą - mniam! a wieczorem się wkurzyłam i na kolację zjadłam wielką bułę z podwójnym żółtym serem. Ale kolacja była o 18, a poszłam spać o 24. To chyba nie najgorzej... Ale i tak boje się wejść na wagę. Boi, boi!! ;)

01.02.2016 Szczęśliwy poniedziałek! 

Dziś jest wielce radosny dzień dla mnie. Pierwszy raz od trzech lat na wadze mam mniej niż 62 kg :D 

Dumna i blada!! I to było takie łatwe! Czemu ja wcześniej się za siebie nie wzięłam?! Można pogodzić miłość do jedzenia ze względną sylwetką!!!

No i na wadze 61,5 :D Lecimy dalej!

04.02.2016 Cudne i krągłe 'S' 

No i cudny dziś dzień nastał, bo musiałam wymienić piżamkę NA MNIEJSZĄ!! Co prawda było to w Lidlu, a tam jest dziwna rozmiarówka, ale cudnie było wymienić e-M-kę na piżamkę z metką 'SSSSSSSSSSSSSSSSSSSSS' :)

Na wadze wciąż 61,5 kg.

15.02.2016 Trzymie się ;) 

Byliśmy z dwudniową wizytą u moich rodziców. Udało mi się nie przytyć 5 kg ;) Waga nadal się trzyma na poziomie 61,5 - 61,8 kg. Cudne uczucie wiedzieć, że jest mnie trochę mniej.

23.02.2016 Ale nas dopadły wiruski :( 

No dopadły nas na całego. Mynż leży i ani ręka, ani nogą. Syn też ledwo zipie przy jego boku. Chłopaki leżą i chorują. Tylko ja na nogach, bo bez gorączki, ale z bólami tu i tam :( Nawet mi się nie chce myśleć o wadze...

24.02.2016 A to ci niespodzianka! 

Dostałam od lekarza Amotaks. Taki antybiotyk dla jasności, żebyście nie musieli od razu googlować ;) No i powiem wam, że mi się okres zatrzymał. Nie spóźnił. ZATRZYMAŁ. Najlepsza była mina pani w aptece. Zapytałam: 'czy amotaks może wstrzymać miesiączkę?' Pani spojrzała dość wymownie i jakoś się zająknęła. Nie wiem, czy ją zaskoczyłam, czy co!? Powiedziała dosadnie i z pełnym przekonaniem nie pozostawiając miejsca na ŻADNE wątpliwości: 'NIE MA TAKIEJ MOŻLIWOŚCI.' To ja jej na to: 'to poproszę test ciążowy.' I co!? Haha!! Jest taka możliwość. Nie jestem w ciąży (chociaż jakbym była, to też by było fajnie, ale wiatropylnie to nie ten gatunek... ;))!! I weź tu skonsultuj się z farmaceutą... :/

25.02.2016 Chorowanie to rzecz straszna! 

Nie cierpię kataru - nie mogę spać, jeść, normalnie funkcjonować! Nienawidzę kaszlu - zawsze dusi mnie w najmniej odpowiednim momencie, np. kiedy śpię. Dobra! Już sobie pogderałam. Nie narzekam. W końcu przecież to tylko przeziębienie. To minie...

PS: Na wadze piękne choć okrągłe 6-0!! :D



4/04/2016

Pamiętnik Żelka, czyli zmagania z wagą

Pamiętnik Żelka, czyli zmagania z wagą

 01.04.2016  Spóźniony wstęp (i to wcale nie Prima Aprilis)

Od zawsze jakoś tak wychodzi, że zmagam się z wagą i oponkami tu i tam. Zawsze nosiłam rozmiar 38, ale okazywało się, że w dzisiejszych czasach oznacza to tyle, co "otyłość" ;) Hahahaha. Czara się przelała, kiedy po porodzie waga wróciła do normalności, tylko okazało się, że ta normalność jest i tak za ciężka.

I tak pewnego dnia podjęłam decyzję, żeby zrobić coś ze sobą i swoim ciałem. Lepiej późno niż wcale ;) I tak też powstał pomysł na Pamiętnik Żelka. A że jestem mało systematyczna, to zamieszczam stare wpisy, a nowe... No cóż... ;)

18. 11.2015 To zaczęło się... 

To zaczęło się w okolicy moich urodzin, więc tę datę przyjmę za początek historii. I tak właśnie się zaczęło... Na spotkaniu ze znajomymi pojawiła się w końcu koleżanka, która na diecie unikała alkoholu, czyli NAS ;) Pojawiła się jakieś 10 kilo chudsza, ładniejsza, weselsza... I cieszyłam się jej szczęściem, ale jednocześnie gryzłam się w sobie po tłuszczyku, że ja się zebrać w sobie nie mogę i biegam, ćwiczę, robię szpagat z gwiazdą, a na wadze wciąż wierne 63,9. Aaaaaaaaaa!!

I wtedy jej posłuchałam i podjęłam decyzję: OD DZIŚ i ani dnia później. Tak więc startujemy z rozmiarem 42 - przy łaskawości producenta odzieży 40, ale to i tak nowe 46 ;) Życzę sobie powodzenia zwłaszcza, że za miesiąc Święta ;)

28.11.2015 Pierwsze koty za płoty... 

Pierwsze koty za płoty. Ubyło trochę na wadze, ale waham się jak pijany na krawężniku! Zaczęłam od tego, że poczytałam. Haha!! Taki luksus, którego niektórzy sobie nie fundują. A niedrogi: wystarczy dostęp do Internetu stały lub jednorazowy. Jak kto woli ;)

I zasady mam dwie: jeść regularnie pięć razy dziennie, ale mniej i nie podjadać pomiędzy posiłkami; niczego sobie nie odmawiać. Hi hi. Podobno daleko tak nie zajadę, ale mnie to pasuje ;) Waga nieco spadła, a ja niczego sobie nie odmówiłam. Nawet czekoladę wpitalam. Oczywiście tylko pół tabliczki, a nie całą ;) Piję, palę i ćwiczę dwa razy w tygodniu. No! To idę się odchudzać dalej ;)

06.12.2015 Idą Święta, idą... 

Idą Święta, idą, a ja nadal wierzę w siebie ;) Dziś z okazji Mikołaja składam sobie życzenia. Chciałabym, żeby w końcu za 'szóstką' nie pojawiało się nic powyżej 'dwójki'. To takie życzenie. Cel: zlikwidować 'szóstkę' z przodu. Marzenie: 54 - 56 kg ;)

Mam w szafie kilka 'trupów', znaczy ciuszków o nazwie: 'kiedy w końcu schudnę'. No to czekają i ja czekam. 

Pyknę sobie czekoladę, bo mi cukier opadł ;) Albo lepiej orzecha włoskiego - trochę oleju do głowy ;)

25.12.2015 Ach te Święta... 

Ach te Święta! Starałam się zachować wstrzemięźliwość wielką, ale słabo to wyszło. Chociaż przy stole wszyscy mi podsuwali talerze pod nos, ja już byłam obżarta...

A było to tak, że poszłam Teściówce pomagać w kuchni. "No spróbuj tej kapustki kochanieńka, czy aby nie za mało słona?" "A zupka grzybowa już ciepła?" No i PRÓBOWAŁAM wszelkiego dobra. Ale tylko próbowałam!!

Na wadze z powrotem 64. Samopoczucie -10 mimo Świąt. Jutro założę luźną bluzkę... 

31.12.2015 No i mamy Sylwestra... 

No i mamy Sylwestra. Czuje się jak Bridget Jones. W myślach zapisuję: co zjadłam, ile wypiłam, a myśląc o wpisie idę się zważyć, żeby wpisać liczbę...

Coś postanowiliście? Ja postanowiłam, że nie będę żreć czekolady o 22 podczas oglądania filmów ;)

Poza tym waga 63,2. Jest nieźle, ale miało być lepiej. Chociaż biorąc pod uwagę, że czasem Mama mnie pasie, czasem sama się pasie ;)

No dobra. Kolejne życzenie dla Żelka: obyś miał więcej wiary w siebie i konsekwencji w działaniu. Amen!

04.01.2016 "Najgorsze jest to..." 

"– Najgorsze jest to, że ja mam wielką, gigantyczną, mega dupę! Ona mi się całkowicie wymknęła z pod kontroli. Ja mam swoje zachowania motoryczne, a ona ma swoje. Na przykład idę korytarzem a ona mi się szyderczo dynda z tyłu.
– Ja na przykład mam wszystko w dupie i to z każdym dniem więcej i dlatego muszę sobie coraz większy rozmiar kiecek kupować.
– To jeszcze nic ja ekstraduję cellulit z powietrza. Mój organizm jest w stanie wyłapać z powietrza niezbędne cellulitowi do życia tłuszcze i zamienić je w tłustą okładzinę.
– Przecież Ty jesteś chuda jak szczapa.
– Gdzie tam kochana! Cellulitu nie mam chyba tylko pod oczami aktualnie."

*Lejdis





12/29/2015

'Dieta, ach dieta koniec z hurtem czas na detal...'

'Dieta, ach dieta koniec z hurtem czas na detal...'

No i stało się. Wzięłam się w końcu za siebie nie czekając na noworoczne postanowienia. Od kilku miesięcy biegam, ćwiczę, ale nie przykładałam się zbytnio do tego więc i efektów jakoś nie było widać. Ale teraz to już na serio, a zmobilizowała mnie znajoma, która wraz z dietetykiem schudła ładnych parę kilogramów i wygląda dobrze, i czuje się świetnie...

Mnie nie stać na dietetyków i diety, ale koleżanka powiedziała mi kilka zasad, które stosuje i przełożyłam je na swoje realia. Ci co w tym momencie pobłażliwie kiwają głowami mogą już skończyć czytać ;) A prawda jest taka, że straciłam na wadze. I przypomnę tylko, że po drodze były święta ;)

Historia z moją nadwyżką kilogramów sięga jeszcze czasów liceum. Jakoś tak w tym okresie dorastania mi urosło tu i tam, i nie chodzi tylko o cycki ;) Od tego czasu wpisuję się w kategorię 'okrąglejszych'. Niektórzy twierdzą, że normalna dziołcha ze mnie: mam czym oddychać i na czym siedzieć. Ale mnie moje dodatkowe kilogramy zawsze jakoś zawadzały. Stosowałam różne diety, ale mi jakoś nie wychodziło. Co straciłam, to przybrałam i tak w koło. A jeszcze po ciąży pamiątka została. Mimo, że nie przytyłam dużo, to jakoś tak więcej się mnie ostało. Ale teraz wszystko się zmienia...

I tak od miesiąca z hakiem stosuję się do kilku prostych zasad, a waga powoli schodzi w dół. Powoli, ale skutecznie i nawet świąteczna wyżerka nie była w stanie tego zmienić. Co to za zasady?

1. JEDZ WIĘCEJ! Haha! Specjalnie tak ją nazwałam, bo głodówki na dłuższą metę nie są zdrowe. Gdzieś wyczytałam, że zbyt długo głodzony organizm przestawia się w tryb oszczędny i nie wiedząc kiedy dostanie kolejne jedzonko magazynuje wszystko, co się da! Zasada 'jedz więcej' oznacza regularne posiłki co 3-4 godziny. W rezultacie jem więcej, ale inaczej ;)

2. Z NICZEGO NIE REZYGNUJĘ, ALE ZACHOWUJĘ UMIAR. Nie umiem zrezygnować ze słodyczy, świeżutkiej pszennej buły, alkoholu (lubię ze znajomymi napić się drineczka od czasu do czasu). Nie odmawiam sobie niczego, ale jem mniej, mniejsze porcje. Okazało się, że już po kilku dniach mój organizm zadowala się nimi, a nawet jeśli po zjedzeniu czegoś odczuwam niedosyt czekam chwilkę, aż mózg zajarzy, że już zjadłam.

3. NIE OPYCHAM SIĘ! Nawet jeśli jakimś zrządzeniem losu ominę porę posiłku lub w ogóle ominę posiłek, to staram się tego nie nadrabiać. Nawet jeśli jest coś, co mój brzuch uwielbia pasjami - jem mniej!

4. NIE JEM NA NOC. Jem kolację. Oczywiście. Ale staram się to jeść ok godziny 18-19. Nie robię sobie jednak problemu, gdy podczas spotkania towarzyskiego najdzie mnie ochota na chipsy po 22.

5. JEDZ ZDROWIEJ. Tego chyba nie trzeba rozwijać i tłumaczyć.

6. ĆWICZĘ 2 RAZY W TYGODNIU. Nie mam parcia na płaski brzuch w miesiąc. Ruszam się dla siebie, dla swojej kondycji i endorfinek ;) No dobra: żeby trochę opona stracić też, no!

7. TO NIE JEST DIETA, TYLKO MÓJ NOWY STYL ŻYCIA. Diety trwają przez jakiś czas, a potem często jojo na brzuchu i nie tylko. Zresztą słowo dieta zawsze kojarzyło mi się z jakąś głodówą, dyscypliną i wyrzeczeniami. A ja mam problem z dyscypliną szczególnie żywieniową. Bo co tu kryć - ja lubię jeść!

Teraz jeszcze kilka słów o wodzie. Trzeba pić, ale nie dajcie sobie wmówić, że każdy musi wypić 2,5 litra wody dziennie! Każdy organizm ma inne zapotrzebowanie na wodę, którą dostarczamy również z pożywienia. Owszem pomaga schudnąć, bo zastępuje przekąski. Owszem, jest ważna w upały i podczas treningów. Ale nadmiar wody też może zaszkodzić. Pij więc tyle, ile czujesz, że potrzebujesz + jedna szklaneczka po przebudzeniu ;)

I na koniec trzy linki, które wyjaśniły mi kilka rzeczy i potwierdziły słuszność moich zasad. Co prawda nie liczę kalorii, nie jestem weganką, ani sportowcem, ale w każdym tekście każdy może przecież znaleźć coś dla siebie...


Powodzenia w postanowieniach noworocznych. Pa!





PS: tytuł posta pochodzi z piosenki kabaretu OT.TO "Dieta".

5/19/2011

grubaska w rozmiarze 38

grubaska w rozmiarze 38

Nie wdając się w szczegóły moich wymiarów powiem, że nie jestem osobą otyłą. Nie mam problemów z nadwagą. Może nie jestem wysoka, ani chuda jak wieszak. Ale nie jestem gruba!! Mam swoje kształty - jak to panowie mówią: "mam czym oddychać i na czym siedzieć". Ale mój tyłek jeszcze nie "dynda ironicznie z tyłu", a i biust jest na swoim miejscu. Na brzuchu mała niewinna fałdka - no nie potrafię sobie czasem odmówić pysznego jedzenia! Ale powtarzam - nie jestem gruba!! I tak sobie mogę to powtarzać i wmawiać, ale w sklepie i wśród niektórych znajomych, o zgrozo, jestem grubasem!! Jem niezdrowo i przez to noszę rozmiar 38!! To jakiś skandal jest!! "Panie i panowie - ona nosi rozmiar 38!!" Sama się pogrążę - czasem muszę kupić czterdziestkę, bo zdarza się, że te trzydziestki ósemki nie wchodzą mi na biodra!! No ja was proszę!! Jestem kobietą, a nie deską!! Raz w firmowym, bardzo zresztą popularnym sklepie, którego nazwy nie wymienię, pani sprzedawczyni spojrzała na mnie karcącym wzrokiem, kiedy poprosiłam o rozmiar 40. "Nie ma..." powiedziała zniesmaczona kręcąc głową. Czy zatem powinnam przejść na dietę i zmniejszyć biust i biodra?? Wiem, że może dramatyzuję, ale mam dosyć bycia traktowaną jak grubas tylko dlatego, że noszę rozmiar 38!
Copyright © Tyci Kraft , Blogger