Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komin damski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komin damski. Pokaż wszystkie posty

3/19/2020

Komin z kapturem – nie mój, a jednak mój!

Komin z kapturem – nie mój, a jednak mój!

Po tym jak opadł entuzjazm, pierwszy zachwyt i fascynacja. Po tygodniach użytkowania - testowania mojego kaptura mam ochotę go pociąć i przerobić, i z zazdrością patrzę na kaptury, które uszyłam na zamówienie moich cudownych Klientek. Zagłębiając się bowiem w detale doszłam do oczywistego faktu, na który w euforii tworzenia wymarzonego komina z kapturem nie zwróciłam w ogóle uwagi, że wykrój przygotowany przez Jana Leśniaka, to komin, który jest tak wyprofilowany, że jak pizga po głowie, to można sobie go trochę na łepek naciągnąć. Jasne? Jasne! A ja raczej marzyłam o kominie z prawdziwym, pełnowymiarowym kapturem! Patrząc na zdjęcia pod tutorialem zdaje się, że różnicy wielkiej nie ma, a jednak! Że jednak JEST różnica pomiędzy tymi dwoma modelami przekonałam się dopiero w trakcie użytkowania. 


Model uszyty według wspomnianego tutorialu ma dla mnie dwie wady:
1. trudno się go zakłada – część z kapturem niewiele różni się od całej reszty, więc czasem w pośpiechu założę „tył na przód” lub „do góry nogami”.
2. część z kapturem jest dość płytka, przez co kiepsko się trzyma, kiedy dodatkowo mam czapkę, no i stale mam prywatny problem z tym, że kaptur dziwnie się układa. Żeby była jasność: podczas szycie zrobiłam drobny błąd, który mógł mieć wpływ na efekt końcowy, ale wymiary i cała reszta się zgadza, więc…

W zasadzie od razu głosiłam i pisałam – dokładnie TU, że planuję zmienić kształt kaptura. Dlatego, kiedy Psiółka zapytała, czy już nad tym pracuję odrzekłam: oczywiście! I następnego dnia zasiadłam do rysowania własnej formy. Było to naturalnie poprzedzone googlowaniem inspiracji przez pół nocy, ale w końcu powstała moja własna forma na komin z kapturem.

Pierwsze kominy powstały z myślą o zimie. No wiecie: mróz, śnieżyca i ogólna zawierucha. Dlatego sam kołnierz jest dość wysoki i gruby, a kaptur dość głęboki. Powstały z połączenia grubej dzianiny i weluru. W ten sposób super otulają szyję i są cieplusie, dobrze trzymają się na głowie nawet w kompilacji z czapką i przede wszystkim są piękne! Niestety zimy nie było, więc mega ciepły komin nie przydał się aż tak bardzo…


Dlatego powstała też wersja wiosenna: cieńsze dzianiny i do tego KWIATY! Można nosić na dwie strony, więc co, kto lubi…


Cieszę się, że podjęłam się próby uszycia komino-kaptura dla siebie.  Zdobyłam nową umiejętność. Nie jestem wynalazcą komina z kapturem, ale sprawdziłam cudzy wykrój i wiedząc, co mi nie pasuje - stworzyłam własny model.

No i tak to wygląda. Następnym razem napiszę Wam o czymś nowym, ale starym i może mi się nawet uda pokazać nowe uszytki inspirowane torbą z jeansów, o której pisałam TU. To co - zajrzycie? ;) Pozdrawiam i do następnego, PA! :*

Komin z kapturem dostępny w sklepie w zakładce Misz-masz :) 

11/18/2019

Komin z kapturem - super rzecz na zimę!

Komin z kapturem - super rzecz na zimę!
Jestem domowym zmarzluchem. Wiecznie mam zimne dłonie. Lubię zagrzebywać się w kocyk o każdej porze roku... No może z wyjątkiem tych najbardziej upalnych dni ;) Zdarza się, że śpię w skarpetkach - dopóki mam zimne stopy, nie zasnę! A w czapce chodzę czasem nawet już we wrześniu. Dlatego wynalazek zwany kapturo-kominem, to coś dla mnie!

Długo mi zeszło, bo na komin z kapturem trzeba grubej dzianiny. Jakoś tak mi z dzianiną nie po drodze było. Ale niedawno się zawzięłam i postanowiłam, że w tym roku MUSZĘ go uszyć! Zwłaszcza, że chciałam użyć musztardowego weluru: swoim kolorem i miękkością dodaje mi otuchy ;)

Zakupiłam dzianinę w dzianinowyszop.pl. Postępując według wskazówek Jana Leśniaka kupiła dresówkę drapaną o gramaturze 380. Popełniłam kilka błędów, ale efekt końcowy i tak mnie zachwycił.


Teraz o błędach. Formę rysowałam według wskazówek Janka od razu na tkaninie. Nie za dobrze, bo nie narysuje się tego precyzyjnie i góra kaptura nie układa się idealnie. Zapomniałam też dodać dziesięć centymetrów na długości przy tak grubej dzianinie, ale chciałam żeby przylegał do szyi. Tym sposobem musiałam po prostu doszyć kawałek ;) Welur jest dość cienki i rozciągliwy i podczas szycia się ponaciągał i nawet lekko pomarszczył w jednym miejscu. Doszłam jednak do wniosku, że jest w środku, więc nie ma co się spinać ;)


Tyle o błędach, a teraz o moich zmianach. Przeszyłam cały kapturo-komin ok centymetr od brzegu. Lepiej się układa i niesforny welur nie wyłazi ze środka. Po zszyciu całości przeszyłam też kaptur "po grzbiecie". Dzięki temu nie rozdwaja się i nie opada. W planach mam też zmianę nieco kształtu samego kaptura... Ale to się zobaczy ;)

Podsumowując: bardzo się cieszę, że w końcu zdecydowałam się uszyć swój komin z kapturem. Wyszedł świetnie! Dobrze okala szyję, jest ciepły i wygodny. Mam zamiar nosić go również do czapki, co dla mnie jest oczywiste, a u Mr. T. wzbudza lekkie zdziwienie ;)

A teraz czas szykować się do Świąt - nie ma to-tam-to :) Pozdrawiam Was cieplutko i do następnego...! PA!! 





Copyright © Tyci Kraft , Blogger