Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drobiazgi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drobiazgi. Pokaż wszystkie posty

1/05/2018

dzień za dniem... drobiazgi.

dzień za dniem... drobiazgi.
Chyba w każdym domu jest jakaś rutyna dnia codziennego i nawet, kiedy pozornie, z boku wygląda to na chaos, to sami zainteresowani jakoś się w tym wszystkim odnajdują... Jako perfekcjonistka uwielbiam rutynę ;) No przecież, że zdarzają się odstępstwa, nieprzewidziane sytuacje i złośliwe czapki, które chowają się po rękawach płaszcza, ale na co dzień mój dzień wygląda tak...

7:10 dzwoni budzik. Pod warunkiem, że do tego czasu Mały Człowiek mnie nie obudzi, to ja budzę cały nasz świat. Mycie zębów, ubieranie. Do przedszkola mamy przez ulicę. A potem w sennym domu robię kawę i śniadanie, wypijam szklankę porannej wody i zasiadam przed komputerem na mój mały seans z blogami, pocztą, czasem wiadomościami ze świata zewnętrznego. Jestem zwierzęciem mało politycznym, więc zwykle wystarczają mi wiadomości w radiu, które cicho gra w tle. A potem zbieram i porządkuję drobiazgi dnia poprzedniego. A jeszcze potem coś uszyję, coś posklejam... I już trzeba iść po Małego Człowieka. Robi się głośno, śmiesznie, bajkowo i samochodowo. Są akcje ratunkowe i wycie policyjnych syren. I skaczemy do Despacito i Sofia. Kolacja, kąpiel, bajka i całuski-kluski. I znowu zapada cisza. Drobiazgi całego dnia układają się po kątach. Dobranoc?

Nie no. Jeszcze zaglądam w swoje internetowe kąty, na Wasze blogi. Czasem tez siedzę cały wieczór nad jakimś drobiazgiem, przy maszynie, przy igle i koralikach. Potem kilka stron w książce lub odcinek serialu. I dopiero wtedy dobranoc ;)

No i sami powiedzcie, czyż życie nie składa się z rzeczy małych, z tych drobiazgów i okruchów, które zbieramy, zgarniamy i lepimy jakoś w całość? ;)

Po tym osobistym i nieco sentymentalnym wstępie kilka drobiazgów z pracowni. Na początek: pamiętacie zwykłą poszewkę? Gnębiło mnie, że wszystkie poduszki mają to COŚ! A ta taka zwykła... No to dostała dwa pompony. Trochę mnie poniosło z ich wielkością i wygląda nieco absurdalnie ;) Ale za to inaczej i moim zdaniem fajniej:


I już trochę słońca w naszym domu ;) Kolejny drobiazg, to zakładka do książki, którą uszyłam na facebookowe wyzwanie Kasi z Klinika DIY i to jeszcze w październiku. Chodziła za mną taka zakładka, a wyzwanie mnie zmobilizowało! To usiadłam, rach-ciach i uszyłam. Z chwostem! ;) 


No i na koniec opaska, którą zrobiłam sobie z okazji Kiermaszu. Chciałam mieć na sobie coś swojego, w sensie wykonanego przeze mnie. Broszka odpadała, bo planowałam wzorzystą sukienkę i ozdoba by trochę zniknęła. Padło więc na opaskę. No i taka dziewczyneczka, taka stara - maleńka z kwiatami we włosach poszłam na ten Kiermasz ;)


I jeszcze na koniec, ale rzecz BARDZO WAŻNA: pamiętacie, jak wspominałam, że Anioł powstał 'w celu bardzo ważnym i ściśle określonym'? No więc Anioł powstał z myślą o wystawieniu go na aukcji na rzecz WOŚP. Od dawna chciałam w ten sposób wspomóc Orkiestrę, ale gapa-ja zawsze się spóźniłam, czy coś. Nieważne! Ważne, że w tym roku się udało i nawet jeśli miałby się sprzedać za cenę wywoławczą, to będzie to kolejne 10 zł na WAŻNY CEL! 

https://www.wosp.org.pl/final/26-final

No to jeszcze raz: aukcja jest >>TU<< Może ktoś z Was będzie chciał mieć swojego ANIOŁA? ;)

No i na dziś to koniec. Dziękuję Wam za niesamowicie pozytywne komentarze pod podsumowaniem roku i pod kolejnymi wpisami... I najcudowniejsze jest to, że jest Was co raz więcej! Zapraszam, zacieszam! :) Pozdrawiam, PA!





11/29/2016

aniołki w niebieskich sukienkach

aniołki w niebieskich sukienkach
kolejna ekipa gotowa by lecieć w świat :) trzy aniołki w niebieskich sukienkach :) metoda jest ta sama, co w przypadku poprzednich. mają haftowane buźki i skrzydła z piórkami. z tym haftem muszę jeszcze potrenować, ale w sumie to nie najgorzej mi to wychodzi, jak na osobę, która woli 'zamaszyste', konkretne szycie, a nie jakieś 'pitu-pitu' (i w tym miejscu chciałam przekazać wyrazy szacunku i uznania oraz szczere pozdrowienia dla wszystkich haftujących :)).

zostały trzy dni. emocje rosną. zastanawiam się, jak to w tym roku będzie? czy przyjdzie więcej ludzi? czy uda mi się sprzedać chociaż część tego, co zrobiłam? motywuję się i podtrzymuję na duchu, ale jakoś jestem pełna obaw... ale anioły poprawiają mi humor :)
uszyłam jeszcze moje serduszka. takie różne. miałam kilka z poprzednich 'akcji handlowych' ;) i doszyłam kraciaste i ze wzorkami skandynawskimi. wiem, że te mają niesłabnące powodzenie. zobaczymy, zobaczymy ;) może zrobię coś jeszcze... a w piątek już od rana Żyrafa się mobilizuje i stoisko szykuje. nawet mi się zrymowało ;)
a póki co wszystkich mających oko na żyrafowego bloga pozdrawiam i zapraszam wkrótce ;)

10/21/2016

janiołki ;)

janiołki ;)
nie ma słoneczka, nie ma energii, nie ma mnie... uciekliśmy na kilka dni od problemów codzienności. Dziadkowie zajęli się Małym Człowiekiem, a ja miałam reset... chciałam napisać jakieś przemyślenia, które z tego wynikły, ale co tam. nie trzeba popadać w melancholię tylko działać ;) zresztą wywnętrzam się raczej na ...whatever... jakby ktoś chciał poczytać... ;)

przed wyjazdem skończyłam oczywiście zamówienie Sis i częściowo zamówienie dla Uczycielki. na dzień dzisiejszy oba są już dostarczone, ale żeby nie zanudzać długim wpisem dziś krótko o aniołkach.

pomysł na świąteczne aniołki, tudzież aniołki na każdą okazję i bez okazji pojawił mi się w głowie już 'dawno, dawno, dawno', jak to mówi Mały Człowiek. inspiracji było kilka... MNÓSTWO!! spróbujcie wpisać w wujka google hasło 'felt angel' i macie! ;) dodatkowo do obu wspomnianych zamówień zadeklarowałam, że zrobię coś nowego, wyjątkowego. i tak w końcu wzięłam się za te aniołki. oczywiście połączyłam kilka pomysłów i tak powstały moje janiołki ;)
sukieneczki: dwa zszyte ze sobą trójkąty z materiału bawełnianego. nóżki: frędzle od czegoś-tam znalezione w szafie Babci Marianny. buzie i skrzydła z filcu, a włosy z włóczki. i znowu będę super-extra skromna i powiem: WYSZŁY SUPER!! niebieski zostanie z nami, bo materiał okazał się za cienki i podczas szycia mu się nóżki nieco w bok przesunęły, ale i tak jest superowski. :) do kompletu dla Sis uszyłam jeszcze serduszko z tasiemką w skandynawskim stylu ;)
wszystkie te drobiazgi mają być prezentem, więc mam nadzieję, że moje dodatki-niespodzianki się spodobają Zamawiającym i Obdarowanym :)

zamówienia skończone :) a już dostałam nowe od Małego Człowieka, a to bardzo ważny Klient ;)





9/25/2016

małe podarki

małe podarki
ostatni tydzień, a właściwie to już miesiąc mieliśmy zamieszanie ze zdrowiem Małego Człowieka, które to właśnie w ostatnim tygodniu miało swój spektakularny finał w szpitalu. o dziwo Mały Człowiek przyjął to doświadczenie bardzo dobrze. na szczęście rodzice mogą być teraz z dzieckiem 24h, co nie zmienia faktu, że warunki w szpitalu są dramatyczne, a ja mam dosyć lekarzy i ich suplementów diety. ale nie wdając się głębiej w szczegóły powiem tylko, że mam nadzieję, że po tej kuracji Mały Człowiek będzie w końcu zdrów! :)

na szczęście trafiliśmy na przyjaznych ludzi i dwóch chłopców w nieco zbliżonym wieku, tak więc chłopcy dotrzymywali sobie towarzystwa :) ostatnią noc w szpitalu wartę trzymał Mr T. tak więc ja zajęłam sobie ręce drobnymi robótkami. Bo tak sobie pomyślałam, że fajnie będzie chłopcom dać coś... coś małego :) jeden z nich - syn rolnika, znawca wszelkich zagadnień i prac związanych z prowadzeniem gospodarstwa, pomocnik w hodowli kur otrzymał kurkę w grochy ;)
przepis na kurkę mam dzięki RED TED Art. bardzo prosto i szybko można sobie taką kurkę uszyć. autorka wypełniła kurę ryżem, ale moja jest wypchana zwykłą watą. to taka kura kieszonkowa, bo ma wysokość ok 10 cm. ale myślę, że to fajny drobiazg do zabawy, ale też pomysł przyda się na Wielkanoc ;)

dla drugiego chłopca nie wiedziałam co uszyć. przedszkolak. hmmm... widziałam, że lubi maskotki. często wygłupiał się z chłopcami, że jest strasznym potworem. no to co? to wymysliłam takiego śmiesznego, małego potworka :)
kiedy go uszyłam, uświadomiłam sobie, że  wygląda trochę, jak Minionek ;) ale potworek spodobał się i został zaakceptowany :) tak więc uważam, że wybór trafiony :) a że potworek jest neonowo-żółty to zgłaszam go na wyzwanie Art-Piaskownicy:
http://art-piaskownica.blogspot.com/2016/09/neonowe-kolory.html
 odpoczęłam też trochę od dyniek ;) hehe :) ale w tym tygodniu jeszcze kilka uszyję... ale o tym już następnym razem ;) 

pozdrawiam :)





8/14/2016

i po wakacjach...

i po wakacjach...
ostatnio trochę męczyłam żyrafowymi testami, a to wszystko z powodu wakacji, na które wybraliśmy się z Rodzinką ;) niestety pogoda nas nie rozpieszczała, ale Mały Człowiek i tak był szczęśliwy na maxa, a my jakoś - takoś nawet odpoczęliśmy.

od dłuższego czasu też mało twórcza byłam, więc nie mam za wiele do pokazania, ale będę to nadrabiać. okazało się też, że takie wakacje od tworzenia były mi potrzebne ;) i teraz już się nie mogę doczekać, kiedy zacznę ;) 

a dziś kilka ujęć z naszego domu, a dokładniej z kuchni. jak można się domyślić z moich innych wpisów lubię 'polować' na jakieś drobiazgi. męczy mnie siedzenie przy kompie i wyszukiwanie w sklepach sklepach internetowych, czy na aukcjach. nie umiem tak 'polować' ;) ale czasem jak są jakieś promocje, czy akcje tematyczne w marketach można wyhaczyć coś fajnego. i tak kupiłam sobie w netto koszyczek. taki jak mi się marzył od dłuższego czasu. druciany, trochę tandetny, trochę 'przesłodzony'. Kosztował 15 zł i go uwielbiam. ma nawet uchwyt ;)
firankę w oknie zrobiłam z kawałka moskitiery, który został mi z zeszłego roku. jakoś tak trochę niedbale zawiesiłam go na starych żabkach, a do tego najlepsza pamiątka z wakacji nad morzem: muszelki i kamyki zbierane wspólnie z Małym Człowiekiem :)
niestety z wakacji przywieźliśmy nie tylko kamyki, ale też wiruski. dlatego teraz zmykam zająć się Małym Marudą ;) miłego... :)

na zdjęciu: 
- słoik ze szklaną pokrywką - KiK
- słoik z pokrywka w kratkę - Pepco 

6/01/2016

Metamorfoza pokoju Małego Człowieka cz. 1

Metamorfoza pokoju Małego Człowieka cz. 1
Dziś wpis ogólny o tym, jak to się stało, że odmieniliśmy nieco pokój Małego Człowieka. 

Właściwie to już od dłuższego czasu myślałam o tym, żeby coś zmienić, przemeblować. Nic wielkiego. Takie małe zamieszanie. Myślałam też o tym, że Mały Człowiek nie ma w swoim pokoju miejsca do czytania. Szumnie brzmi, bo na razie to głównie ogląda obrazki, ale bardzo to lubi. Ma nawet swoje ulubione książki i często je ogląda opowiadając przy tym swoje historie. Do tej pory książki były na regale ze wszystkimi innymi, ale postanowiłam, że Mały Człowiek musi mieć swoją biblioteczkę.

Teraz po tych drobnych zmianach okazało się, że Mały Człowiek chyba potrzebował takiego swojego miejsca, kącika. Ma niby swój pokój, ale te drobne zmiany sprawiły, że częściej woła "mama choć", niż przybiega z całym majdanem do kuchni ;)

Wpis podzielę na kilka części, żeby nie zanudzać za bardzo. Zacznę od ogólnego oglądu ;) Bo pokój Małego Człowieka wyglądał do tej pory tak:
Nawet Mały Mistrz drugiego planu się tam pojawił na swoich włościach ;) Ogólnie można powiedzieć, że pokój, jak pokój. Nie ma się do czego przyczepić. Jest łóżko, miejsce do zabawy i do przechowywania zabawek. Ale jakiś taki chaos tam panował. Dla zainteresowanych dodam, że meble to BRW serii Indiana pomalowane przeze mnie na biało w związku z wybitnym zmęczeniem materiału wierzchniego ;) o czym pisałam TU. Łóżko kupiliśmy przez Internet, ale nie powiem gdzie, bo niestety nie jestem w stu procentach zadowolona. Łóżko niby ładne, ale deski nie były chyba zbyt suche i spod farby wyłazi żywica, która łapie kurz i zmienia kolor farby na żółtawy... I to tyle w temacie mebli. 

A teraz po przemeblowaniu:
Niby zmiana niewielka, ale od razu inny pokój się zrobił :) Chciałam dodać jak najwięcej dziecinnych akcentów. Stąd kolorowe pudła, obrazki, wywleczone z pudeł maskotki.

Widoczne na zdjęciach pudełka z owcą i strusiem kupiłam w Pepco. Myślałam o drewnianych skrzynkach (typu skrzynka na jabłka), ale w końcu wybór padł na kolorowe plastiki. Trochę poszłam na łatwiznę, bo do skrzynek na jabłka miały być bawełniane wkładki, a mnie na wszystko brakowało ostatnio czasu, więc zrezygnowałam póki co...

Plakaty zawieszone na wieszakach do spodni znalazłam dzięki uprzejmości Sandrynki. Jeśli więc macie ochotę na jakieś obrazki do własnego wydruku zapraszam TU. Wieszaki zakupiłam w Pepco, bo nagle okazało się, że wszyscy w rodzinie bezwzględnie potrzebują posiadanych egzemplarzy i nikt się nie chciał podzielić.
Na koniec wspomniany kącik czytelnika, o którym jeszcze coś napiszę ;) Kącik schowany jest za komodą. Jest w nim dużo światła z okna. Jest skrzynka na książki i półka z szuflady, i będzie fotel-puf, który nabiera mocy urzędowej ;) Póki co za oparcie robią maskotki:
No i właśnie tak to wygląda. Niby niewiele, ale kilka rzeczy robiłam sama i jak by nie było zajmuje to trochę czasu. A że pogoda się zrobiła piękna, to w domu nie siedzimy, więc ilość czasu nam się jeszcze bardziej skurczyła. W rezultacie robiłam wszystko na raz ;) i nie wszystko się udało, tak jak chciałam. Mimo to efekt końcowy bardzo nam się podoba: mnie i Mr. T. A co najważniejsze podoba się Małemu Człowiekowi.





12/27/2015

Świątecznie

Świątecznie
Ostatnio jakoś nie miałam głowy do niczego. Ten świąteczny czas wypompował mnie ze wszystkiego i załapałam niewiadomego pochodzenia lenia. Do tego dołożył się Mały Człowiek z apogeum sprawdzania cierpliwości mamy i Mr. T., który z powodu świątecznego szaleństwa zakupowego siedział w pracy prawie 24h. No i tak siedziałam z oczami jak 5 złotych i zastanawiałam się "co to ja miałam...?". Na szczęście dla mnie i mojej Rodzinki na Wigilię i w ogóle na całe Święta zaprosiła nas Babcia Zosia i wygoniła mnie z kuchni swojej i mojej zresztą też ;) Tak więc zwolniona z obowiązków (prawie)wszelakich oddałam się z lubością słodkiemu lenistwu ;)
Zmobilizowałam się jednak - przy wydajnej pomocy Małego Człowieka krzyczącego "ja, ja, ja!" i moich Rodziców - do ubrania choinki i nadania naszemu mieszkanku nieco świątecznego charakteru.
Niestety kilka pomysłów pozostało w sferze pomysłu ;) Ale i tak uważam, że jest cudnie! Choinka miała być nieco mniejsza, ale jest nieco większa ;) Konika zakupiliśmy z Małym Człowiekiem na Świątecznym Kiermaszu. I jest PIĘKNIE!! 

Kolejna mobilizacja nastąpiła na kilka dni przed Wigilią, kiedy postanowiłam zrobić jakiś stroik do kuchni. Niestety cały dzień lało i dopiero pod wieczór ruszyliśmy z Małym Człowiekiem z domu. Kupiliśmy wianuszek z wikliny, a na targu znaleźliśmy kilka gałązek jemioły. I tak powstał stroik na kuchenne okno.
Pozostały prezenty. I tu niespodzianka! Prezenty ogarnęłam wcześniej. Dla Rodziców, Mr. T. i Małego Człowieka. Odhaczone. Pozostały mi podarki dla dzieciaków, które niby zaplanowane, ale trzeba kupić i zapakować. Oczywiście robiłam to na dzień przed Wigilią i klęłam jak szewc na siebie i na ludzi. Na szczęście Mały Człowiek mi trochę odpuścił i udało się jakoś to załatwić. I tu nastąpił trzeci przypływ energii. Postanowiłam, że zapakuje je tak, jak to sobie zaplanowałam już dawno temu. Że nie poddam się leniowi tak do końca! I zapakowałam. Dla najmłodszych były kart podarunkowe do księgarni. To tak w ramach troski o ich rozwój intelektualny ;)
A dla najstarszego dziecka w rodzinie - Studenta - była świąteczna kartka z wkładką ;) Bardzo prosta kartka. I to nie z lenistwa, tylko tak jakoś pomyślałam, że gwiazdki i bałwanki to może nie dla niego.
"I tak minął mi ten czas okres" :) Święta rodzinne. Mały Człowiek się wyszalał. My się objedliśmy. I po Świętach... 

A teraz daję sobie jeszcze kilka dni wolnego od szycia i wszelkich takich tam. A potem zaczynam realizację pomysłów... Zobaczymy z jakim skutkiem?! No ale cóż. Myślę pozytywnie i zbieram energię! 

Na koniec zapraszam jeszcze na Jarmark rękodzieła - Folkstacja, gdzie Żyrafa ma też swój kramik ;)






4/06/2013

Detale w łazience - ręcznie robione "pojemniki" do przechowywania

Detale w łazience - ręcznie robione "pojemniki" do przechowywania
Pogoda nadal nie sprzyja spacerom i w ogóle niczemu, tak więc mobilizując ostatnie atomy mojej pozytywnej energii próbuję realizować odkładane pomysły. Niestety szarość panująca dzięki pogodzie w domu nie sprzyja robieniu zdjęć i dlatego pewien projekt, który zapowiadałam pokazać miał już dwie sesje - obie nieudane :( Ale to nic. 'Co się odwlecze, to...' wiadomo ;) 

A wracając do tematu odkładanych pomysłów to uruchomiłam znowu szydełko ;) Z włóczki, która została po kokardowej opasce i z cienkiego sznurka lnianego udziergałam ubranko na słoik na waciki. Wcześniej słój miał inną koszulkę ale tamta mi zupełnie nie pasowała.

Moim zdaniem teraz wygląda dużo lepiej ;) Takie szydełkowe ubranko fajnie też się sprawdza na herbaciane kubki. Wtedy można taki kubek wziąć w obie łapki i ogrzewać je sobie czytając książkę pod kocykiem skoro nie można wyjść na spacer...

Do łazienki trafił też nowy koszyczek. Stary - zrobiony ze sznurka uzyskanego ze starego t-shirta - znalazł inne zastosowanie, a nowy powstał ze starej jeansowej spódnicy. Krótko mówiąc: nic się nie może zmarnować. ;) Mr. T. miał też swój udział w procesie tworzenia - miałam kryzys decyzyjny, więc wybrał tasiemkę, którą wykończyłam brzeg. Nie pamiętał, co było w tym miejscu poprzednio, ale stwierdził, że to też jego łazienka i jemu też musi się podobać ;)


I to by było na tyle z twórczych prac ręcznych na chwilę obecną :] Mam nadzieję, że tym razem synoptycy się nie mylą i że ten weekend faktycznie będzie ostatnimi dniami zimy, bo już nawet ptaki swoje najlepsze trele uskuteczniają, żeby wiosnę przywołać ;) Pozdrawiam i do zobaczenia.

PS: wszędzie ostrzegają przed niebezpiecznymi ciasteczkami... No ja wiem, że tuczą, ale żeby aż tak?! W każdym razie ja też ostrzegam - czytanie mojego bloga może utuczyć Wasz komputer o kilka tak zwanych 'plików cookie'. Nie ma się jednak co bać - są niegroźne, a ja w żaden sposób nie mam Waszych prywatnych danych, które mogłabym wykorzystać do niecnych celów. Tak więc mam nadzieję, że nadal będziecie mnie odwiedzać i polecam jakąś dobrą kawkę do tych ciasteczek ;)



2/16/2013

W oczekiwaniu na wiosnę

W oczekiwaniu na wiosnę
W ostatnim czasie przekonałam się, że zimowy brak weny dopadł nie tylko mnie! Wiele blogowiczek i moich znajomych narzeka na ogólny tumiwisizm i rozleniwienie połączone z poczuciem braku talentu do działania. Poczułam się nieco lepiej, że nie jestem sama w tym nieszczęśliwym położeniu, co nie oznacza, że czuję się świetnie! Wręcz przeciwnie! Jestem zła, że jest tak mało słońca i przez to mamy wszyscy tak mało energii!! Proszę aby słońce przyjęło podanie i pojawiało się częściej na niebie, bo w tych szarych światłach dnia wszystko jest szare i nawet kolorowe zdjęcia nie wychodzą kolorowe!!

Czekając na rozpatrzenie przez słońce podania postanowiłam zrobić coś, żeby choć trochę poprawić sobie humor. Poświęciłam godzinkę z dużym hakiem na farbowanie włosów i ożywczy prysznic. 
 
Sąsiedzi nadal dokuczają, że psycha siada, ale staram się już na to nie zwracać uwagi. Wyciągnęłam za to maszynę i skończyłam projekt, który zaczęłam zanim maszyna postanowiła się zbuntować. Teraz trochę igła leniuchuje i czasem przepuszcza oczka ;) Ale ogólnie maszyna turkocze i furkocze radośnie.
Uszyłam więc takie ubranko na łazienkowy słoik z wacikami. Trochę wyszedł... jakby to... inaczej, niż sobie wyobrażałam... Ale zawsze to lepiej niż fabryczne krowie łaty ;) A teraz chyba już powrócę do zimowego nic-nierobienia, które to w ostatnim czasie wychodzi mi najlepiej :) Byle do wiosny, hej!

PS: i jeszcze tak na koniec, po cichu i skromnie chciałam tylko przypomnieć, że w sklepiku digi-scrap.pl są moje papiery do kupienia. Fajna rzecz - płacisz raz i drukujesz ile chcesz :) Można zostawić je na swoim komputerze, czasem wracać do jakiś wzorów, drukować na nowo i drukować, drukować...







2/02/2013

Życie od kuchni

Życie od kuchni
No i minął kolejny tydzień. Motywacji nie przybyło, a jeszcze psotny los nie pomaga. W tygodniu zdarzają się już słoneczne dni, które dodają energii, ale dzisiejszy dzień wyglądał tak, jakby nie mógł się zacząć. Wstrętna szarówka. Ech... A do tego jeszcze zaplanowałam sobie pierwsze szycie na zdobytej niedawno maszynie, ale los znowu spłatał figla. Maszyna zwariowała i odmówiła współpracy. W związku z tym zajęłam się porządkowaniem swoich prac na komputerze ;) i pieczeniem ciasteczek z ciasta francuskiego (kupiony w Robalu w czarne groszki ;)) z gorzką czekoladą. Takie połączenie przypomina mi moje ulubione słodkie bułki, którymi zajadałam się w Irlandii :) 
W końcu zabrałam się też za zdjęcia z kuchni, które zrobi lam ostatnio. Kolejne robione gdzieś na szybko, ale po małej kosmetyce całkiem nieźle się prezentują. Na początek ozdoba, która zawisła w oknie. Zainspirowały mnie ozdoby na Walentynki, których pełno już w sieci o tej porze roku. Na cienkiej gałązce powiesiłam różnego rodzaju serduszka. 
Lodówka po świątecznych upominkach i wyprzedażowych zakupach dostała wiklinowy koszyk i błękitną butelkę. Koszyk oprócz funkcji ozdobnej spełnia również funkcję bardzo praktyczną. Świetnie nadaje się na zakupy i inne spożywcze wyprawy ;)
I na koniec dyscyplina w szufladzie. Mamy w kuchni taki mały stoliczek. Gdzieś go wynalazłam i kupiłam jako dodatkowy blat roboczy do kuchni, jeszcze kiedy mieszkaliśmy w Stolicy ;) Nie było tam bowiem właściwie żadnych blatów roboczych ;) Ale do rzeczy. Stolik ma dwie małe szuflady. Jedną z nich zamieszkują sztućce. Niestety szuflada jest mała i nie mogłam do niej znaleźć żadnego pojemnika na sztućce. Okazało się jednak, ze koszyk, który wyniosłam ostatnio z łazienki świetnie się nadaje. Została więc wyprana wyściółka w grochy i już w szufladzie mam nieco dyscypliny ;)
A teraz idę dalej ziewać ;) i oddawać się sobotniemu lenistwu ;) Pozdrawiam.




12/11/2012

Kuchenne rewelacje ;)

Kuchenne rewelacje ;)
Dziś miałam trochę luźniejszy dzień. No tak się czasem w życiu udaje ;) Ale okazało się, że dzień jest dla mnie za krótki. No nie narzekam, bo lubię takie dni, ale dlaczego one aż tak szybko mijają?! To niesprawiedliwe... No ale do rzeczy. Pokazałam Wam już dekoracje na salonach, więc teraz zapraszam Was na kuchenne rewelacje. 
Z łańcucha ze sklepu 'wszystko od 4zł' zrobiłam girlandę, a na niej zawisły gwiazdki uszyte w zeszłym roku i papierowe bombki, które lepiłam w ostatnim czasie. Chciałam jeszcze coś dowiesić, bo tak jakoś lekko łyso mi się wydaje, ale trochę mi już brakło zapału... :/ Ale i tak mi się podoba. 

A na koniec jeszcze Wam sprzedam świetny pomysł na ciasto. Przyboczny wcina, aż mu się uszy trzęsą, choć zarzekał się, że on Tylko drożdżówki! ;) To jest ciasto 'czekoladowe', które zawsze się udaje!

Przepis tu: KLIK. A ja jeszcze dodam, że piekę to ciasto w kwadratowej blaszce dlatego wychodzi mi ono dość niskie. Absolutnie bez zakalca, ale niskie. I wtedy je przekrawam na pół i smaruję ubitą z cukrem śmietaną 18%. Zostawiam trochę śmietany do posmarowania wierzchu i mieszam ją z tą polewą, co to się ją odstawia do polania. Resztką polewy robię ciapki na wierzchu. Niektórzy stwierdzili, że wygląda jak z cukierni. Może i tak, ale jak smakuje...! Oj!

No to tym słodkim akcentem żegnam Was. Dobranoc i złotych snów :)

PS: zapomniałam jeszcze się pochwalić i zaprosić Was na stronę Z szafy od Żyrafy. Co prawda jeszcze w powijakach, ale już funkcjonuje mały informator dzianinkowy ;)








Copyright © Tyci Kraft , Blogger