Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki. Pokaż wszystkie posty

11/08/2016

Żyrafa testuje: Ziaja w naszym domu

Żyrafa testuje: Ziaja w naszym domu
obecnie jestem w ferworze twórczości świątecznej, ale jakoś tak wychodzi, że na tę chwilę nie mam co pokazać. właśnie pracuję nad małym zamówieniem, a jeszcze dziś się dowiedziałam, że w naszym mieście Kiermasz Świąteczny będzie w dwóch terminach i pierwszy już za niecały miesiąc... 'mało casu, kruca bomba!' bo do tego wszystkiego Mały Człowiek ogłosił bunt pod tytułem: 'ja już jestem chłopiec i nie będę spał w dzień'. wiąże się to z tym, że w ciągu dnia trudno mi coś zrobić. pozostają więc wieczory... no tak... to nie traćmy czasu na pierdoły. żeby nie było, że mnie nie ma, to jestem z testem ;)

dziś na tapecie kosmetyki Ziaja. kto zna? chyba wszyscy. firma polska z wieloletnią tradycją. pamiętam jako nastolatka uwielbiałam ich masło do ciała: kokosowe, kakaowe. brzmi jak bombonierka, ale jakoś tak mam, że kosmetyki do ciała lubię o słodkim zapachu. Sis się śmiała, że pachnę jak budyń. no i tak mi zostało. miałam z Ziają długą przerwę, bo oprócz masła nie mogłam jakoś dobrać kosmetyków dla siebie. poza tym był to okres innych, zagranicznych firm ;) sami wiecie: ZACHÓD ;) teraz od około dwóch lat stawiam na polskie kosmetyki. a przynajmniej się staram :) bo ja to trochę mam tak, że jak coś wypróbuję i mi pasuje, to już nie szukam dalej... ale tu się skusiłam. zaczęło się niewinnie od kosmetyków dla dzieci. bo dość tanie, sprawdzone przez mamy w rodzinie i sprzedawane w aptece - takie poczucie, że to, co w aptece nie może być złe.
jak widać Mały Człowiek pomagał przy sesji ;) jak się sprawdzają? po pierwsze wybór jest bardzo duży: szampony, balsamy, kremy i to wszystko można używać już od pierwszych dni! kremy do opalania? są! wszystko ładnie pachnie i nie uczula. przynajmniej Mały Człowiek nie miał i nie ma żadnej wysypki. super są też płyny do kąpieli, które zmieniają kolor wody. jak widać w pielęgnacji syna postawiłam również na słodki zapach, ale póki mu to nie przeszkadza, to jestem zachwycona, kiedy się do mnie przytula takie waniliowe ciasteczko. kosmetyki są bardzo wydajne i mają SUPER ROZSĄDNE CENY! po tym eksperymencie na najmniejszym członku rodziny postanowiłam poszukać coś dla siebie. i byłam mega zaskoczona GIGANTYCZNYM WYBOREM! nawet nie wiedziałam, że Ziaja tak szaleje i ma coś dla każdego!
jak widać gama zapachowa mało zróżnicowana ;) ale co poradzę, że lubię. nie gardzę też zapachami owocowymi. kiedyś do zakupów w sklepiku firmowym Ziaja (tak! mają takie! meeega!! :)) dostałam genialny żel myjący do twarzy i ciała malina z imbirem. poległam! mogłabym go łyżkami jeść. niestety nie wpadł mi w oko w regularnej sprzedaży, a szkoda. a może jest, tylko nie w moim mieście? zobaczę, jak w końcu się wybiorę na zakupy do ich sklepiku. jedyny minus dla mnie? mleczko do ciała w opakowaniu z pompką :/ pomysł kiepski, bo pod koniec muszę rozcinać butelkę, żeby wydobyć resztki. po czym się okazuje, że tam prawie pół butelki jest ;) no ale to taki drobiazg :)
kolejnym etapem było przerzucenie się na Ziaję do pielęgnacji twarzy. również jako bonus dostałam płyn micelarny sopot spa. skoro nie dostałam po tym mega wysypki, a owego płynu nie mogłam dostać w lokalnej drogerii kupiłam odpowiednik do tej pory używanego toniku. toniku używam rano zamiast mydła. tak mam. może dlatego, że nie lubię myć twarzy nad umywalką/wanną kiedy mi leci woda po łokciach do pięt. no jakoś tak. i od lat używam rano toniku. w ciągu dnia zresztą też mi się zdarza. do tej pory używałam różnych, ale najczęściej ogórkowego firmy G. teraz już tylko Ziaja! i jest super :) i znowu: kosmetyki wydajne, ładnie pachną, dobrze się czuję i ta cena! rozsądna! super. jedyny niewypał w tym temacie był z kremem dedykowanym do wieku. niby nic, ale jak tylko posmarowałam w okolicy oczu, to było tak, jak bym cebulę przytknęła! pieczenie i potoki łez. z ogórkiem nie ma problemów :)

to tylko kilka produktów, a wierzcie mi, że wybór jest przeogromny! kto się z Ziają dawno nie widział polecam sprawdzić na Ziaja.com: maseczki, żele, masła do ciała i w ogóle! wow! za każdym razem odkrywam i próbuję coś nowego.

test długi, ale planowałam go już od dawna i teraz akurat dobra okazja ;) na koniec dodam jeszcze, że wbrew pozorom powyższy wpis nie jest sponsorowany. ja po prostu zakochałam się w kosmetykach Ziaja! :) polecam i pozdrawiam. pa!





4/20/2016

Żyrafa testuje: kosmetyki dla Ciężarówek

Żyrafa testuje: kosmetyki dla Ciężarówek
Cała idea serii 'Żyrafa testuje' powstała, kiedy byłam Ciężarówką, a potem stałam się mamą i wiecznie musiałam poszukiwać czegoś w Internecie. Poszukiwanie wózka? Fora to zbiór starych postów, a nowe wątki często są zamykane: "bo to już było". Kosmetyki? Hmmm... też czasem rady rodem ze zbioru zaklęć i przepisów szamana. Nie powiem - są też pomocne informacje, ale np. o kosmetykach, o których zaraz napiszę słów kilka dowiedziałam się przypadkiem lub po fakcie ;) No i po kolei. Po prostu postanowiłam zebrać w jednym miejscu wszystko, co używamy w życiu ;)

Na początek trochę z archiwum pamięci. Dwa kosmetyki dla kobiet w ciąży i karmiących. O Musteli dowiedziałam się przypadkiem od innej ciężarówki. To genialny krem przeciw rozstępom.
zdjęcie produktu pochodzi ze strony www.mustela.pl

Są dwie wersje kremu: z delikatnym zapachem i bezzapachowa dla tych, które w ciąży mają  węch, jak pies myśliwski ;) Na podanej przeze mnie stronie możecie poczytać o jego działaniu i inne niezbędne informacje techniczne. A praktyka? Krem jest dość drogi. Ale jest też bardzo dobry. Żadnego, nawet najmniejszego rozstępika. Może to też kwestia genów, czy coś. Ale na serio: super! W trakcie ciąży, o ile dobrze pamiętam, zużyłam dwie tubki. Smarowałam miejsca strategiczne, czyli uda, pośladki, cycki i oczywiście brzucho. Przyznam się też, że nie używałam go codziennie, stąd może wydajność. Ale krem się dobrze wchłania, niewielka ilość wystarczy na sporą powierzchnię ciała Ciężarówki ;) No i ja używałam wersji zapachowej - bardzo przyjemny, delikatny zapach.

O drugim kosmetyku dowiedziałam się niestety już po fakcie, w szpitalu, kiedy już cierpiałam z powodu karmienia. Jak to mi powiedziała położna: "do tej pory nikt chyba nie eksploatował pani sutków tak intensywnie". No to by się zgadzało. Na forum znalazłam, że można używać maści Bepanthen. No można i pomaga, ale trzeba za każdym razem wycierać cyca, zanim się go poda maluchowi. Położne w szpitalu doradziły krem Maltan. I to uratowało mi życie! ;)
zdjęcie pochodzi ze strony www.miralex.pl

Naprawdę działa i to działa cuda!! Na podanej stronie znowu możecie poczytać teorię. W praktyce jest jeszcze lepiej. Krem działa błyskawicznie. Łagodzi podrażnienia, przyspiesza gojenie, zmiękcza i uelastycznia skórę. W ekstremalnych przypadkach smarowałam grubszą warstwę na wkładki laktacyjne. Już po dwóch-trzech aplikacjach praktycznie zero problemów. Smarowałam raczej profilaktycznie. Dodatkowo ma tę cudna zaletę, że nie zmienia smaku pokarmu i nie szkodzi maluchowi. Wiadomo, że nie podawałam dziecku kremu łyżeczką, ale nie trzeba myć czy wycierać cycka przed karmieniem.

No i to tyle na razie. Co jakiś czas będą pojawiać się inne testy kosmetyków, a także coś dla dzieci i nie tylko ;) No! A jeszcze na koniec zapraszam Was, jeśli jesteście chętne, do lektury Zapisków debiutującej Ciężarówki. Jest dziewięć części, które też stały się niejako początkiem, fundamentem pomysłu na serię 'Żyrafa testuje' ;)
Pozdrawiam.
Copyright © Tyci Kraft , Blogger