Co prawda nadal jestem na wakacjach i miałam sobie zrobić totalną przerwę od komputera, ale wtedy przypomniało mi się, że Dr House sam się nie obejrzy, a poza tym mam właściwie gotowy wpis, który czekał tylko, aż prawowita Właścicielka przejmie władzę nad nowym plecakiem ;)
I stało się. Plecak wręczony, jest w użytku i prawowita Właścicielka deklaruje absolutny zachwyt nad walorami praktycznymi i estetycznymi tworu. A twór powstał spontanicznie przy szyciu rybki. Pomyślałam sobie, że prawowita Właścicielka, czyli Siostra ma we własnej osobie nie ma właściwie ode mnie nic dla siebie. Dostała wiele rzeczy dla Małego Chłopca, ale nic dla siebie. No to bach! Jako matka wariatka, która aktywnie uczestniczy w zabawach własnego Małego Człowieka wymyśliłam, że plecak będzie strzałem w DZIESIĄTKĘ. Tym razem oprócz standardowej wewnętrznej kieszeni dodałam jeszcze małą kosmetyczkę, którą zawsze można wykorzystać jak się komu podoba:
Albo jak widać na pierwszym zdjęciu (tym matutkim) można ją równie dobrze po prostu wpiąć do środka plecaka:
Wiedziałam, że plecak musi być uniwersalny. W sensie, że musi pasować do sportowych ciuchów, ale też do tych bardziej eleganckich. Postawiłam na żakardową tkaninę w szarościach. Ale żeby plecak nie był aż taki stonowany dałam mu pomarańczowe sznurki jako szelki:
I jak widać dodałam aplikację z odręcznym haftem żółtych kwiatuszków:
I taka to historia plecaka ;) A teraz to ja już na serio nie wiem, kiedy pojawię się znowu :| Bo niby dostałam nowe tkaniny, niby pomysłów sto, ale... JESTEM NA WAKACJACH, kurczę blade ;) No to miłego... Pozdrawiam, PA!




