Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do wynajęcia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do wynajęcia. Pokaż wszystkie posty

10/16/2014

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia

No i tak. Znowu zawiało, zawirowało i rzuciło nas na inne miejsce na mapie Polski. Tym razem niewielkie miasteczko. Ja tam nie mam z tym problemów. Lubię. Nawet bardzo. Niespieszne tępo, panie w sklepie, które od razu pamiętają człowieka, targ i takie tam inne małomiasteczkowe atrakcje. Niestety wśród tych atrakcji znajduje się także walka o przetrwanie, walka o byt i swój własny kąt. A w tym wszystkim, w tym boju i znoju niestety trafia się na 'wrogów', których by się chciało, tak 'nie żeby specjalnie, ale całkiem przez nieuwagę', opluć i zrzucić z krawężnika. Pojawiają się jeszcze typy nieświadome, które czasem żyją w swoim świecie i ich myślenie nieco wymyka się logice. Ale po kolei.

Jeszcze tylko takie małe nawiązanie. Cała ta sytuacja wygląda trochę, jak gra w krzesełka. Jak masz krzesełko pod dupą, to masz dobrze – wygrywasz! No i jak już masz to krzesełko, to twój punkt widzenia zależy od tego, gdzie to krzesełko w hierarchii społecznej się znajduje. Jak nie masz – to dupa zbita. Ja nie mam…

I wracamy początku. Ludzi, którzy szukaniem mieszkania do wynajęcia nigdy się nie trudzili informuję, że jest to czasem orka na ugorze (więcej TU). I orać można do upadłego, a mentalność większości najemców się nie zmieni. Ale ja nie o tym. Ja bardziej o tym, co się dzieje w takich właśnie małych miasteczkach, do którego trafiłam. Minus jest taki, że dużo ludzi zna się tutaj nawzajem. Często jakieś tam więzy i wiązadła rodzinne. Czasem przyjaźń, miłość, nienawiść... I z tej właśnie to okazji ogłoszeń o wynajęcie BRAK! A bo może sąsiad doniesie do US? A może jakiś życzliwy coś, komuś i tylko problemy będą... Mieszkań na wynajem brak, więc te które się pojawią rozchodzą się jak ciepłe bułeczki. Było i nima. I tyle! Trzeba mieć refleks niebywały, żeby stronę w odpowiednim momencie odświeżyć i opanować podniecenie, żeby dobry numer wykręcić.

I tu mamy punkt pierwszy – 'mam, ale nie dam'

Jest wiele mieszkań, które stoją puste w oczekiwaniu na kolejne pokolenie lub na sprzedaż. Ceny wywindowane absurdalnie. Każdy, kto jest rozsądny i patrzy na te ceny, to wie, że są zawyżone. No i o ty właśnie rozsądku będzie później. I tu właśnie są ci szczęśliwi posiadacze nieruchomości. 'Mam, ale nie dam. Nie zejdę z ceny, choćbym miał płacić czynsz przez następne 10 lat! Nie wynajmę, bo zniszczą!' I tak dalej. No mnie jako 'bezdomnego' nerwy biorą! Wiem: nieruchomość to inwestycja. Każdy chce zarobić. Ale dokładać?!

Czas na punkt drugi – nuda w urzędzie

Z góry przepraszam, ale nie chce mi się wchodzić na stronę urzędu po raz kolejny i sprawdzać dokładnych liczb i nazw. Opisana sytuacja już i tak jest absurdalna sama przez się, więc myślę, że czytelnik załapie o co mi chodzi. Tak więc co następuje. W miasteczku są dwa, albo nawet trzy wydziały, które zajmują się ‘zarządzaniem lokalami socjalnymi i komunalnymi’. Dzwonię. Może się z rodziną nadam na jakiś lokal. Ja nawet wyremontuję! Byle nie płacić już tego odstępnego, które notabene w moim nowym, małym miasteczku przypomina poziom stolicy. No to dzwonię. Pani już samym ‘dzień dobry’ komunikuje swoje znudzenie. Ja się pytam grzecznie, co i jak. A pani do mnie, że mogę napisać podanie, może komisja się kiedyś zbierze, ale kolejka jest od dziesięciu lat 'bo mieszkań nie ma i nie będzie'. To ja się pytam, jaki ma sens pisanie, skoro szans nie ma żadnych? A pani do mnie z rozbrajająco szczerością, że przecież mi pisać nie zabroni. To ja się pytam teraz ogółu: po co te wydziały są? Skoro zjawisko nie istnieje, to po co ktoś ma czymś zarządzać?! A my za to płacimy...

I w punkcie trzecim o niebieskich ptakach słowa dwa. 

Jak ktoś ma kasy, jak lodu, to nie zrozumie poziomu mojej irytacji opisanymi sytuacjami. Bo taki ktoś może sobie kupić dowolne mieszkanie, w dowolnym miejscu i czasie. I nie rozumie, że ceny są absurdalnie wysokie, bo ktosia stać! Ale mnie nie! I bądźmy rozsądni – ja tylko grzecznie proszę...

No i po drodze są jeszcze 'wrogowie', którzy obiecują, dają nadzieję, a potem nie odbierają telefonów. I człowiek czeka pełen nadziei, a tu znowu krzesełka dla mnie brak...







9/11/2013

Komórki do wynajęcia

Komórki do wynajęcia

Po raz kolejny przytrafiła nam się przeprowadzka i nie licząc pokoi na irlandzkich osiedlach sypialnianych jest to nasze trzecie mieszkanie w krótkim czasie. Zacznijmy więc od poszukiwań. Pomijając kosmiczne ceny, przyjrzyjmy się samym mieszkaniom, a raczej komórkom do wynajęcia, bo większość mieszkań przypomina raczej kurnik lub składzik ze starymi meblami, niż mieszkanie. W Polsce ludzie jeszcze nie rozumieją, że wynajmowanie mieszkań to biznes usługowy. Mieszkania do wynajęcia, to co raz bardziej pożądany towar, na którym myśląc praktycznie i rozsądnie można sobie zarobić parę groszy. Ogólnie na szybko podzieliłam rodzaje mieszkań i ich właścicieli na cztery grupy. 

Pierwsza grupa: 'wynajmuję tylko dla pracowników firm'. Argumenty? Pracownicy nie zniszczą tak, jak rodzina, nie daj Boże jeszcze z dzieckiem. Pewnie, bo w większości te mieszkania już wyglądają, jakby przeszedł przez nie tajfun, albo armia dzikich wojsk pierwotnych grabiąca i gwałcąca wszystko łącznie z meblami! Wersalki zbite deskami pamiętają czasy komitetu kolejkowego, a lodówka i kuchenka dokładnie pamiętają wszystkie potrawy od początku swego istnienia. Wszędzie grzyb na ścianach, ale właściciel się jara, bo ‘patrz pan, patrz pan jaki zlew wstawiłem, no!’. 

Do drugiej grupy zaliczę mieszkania tak zwane: 'po rodzinie'. Rodzina z dwójką dzieci dorobiła się domu, większego mieszkania, nowej lokalizacji – niepotrzebne skreślić. Ściany są wszędzie wymazane małymi rączkami, na każdej powierzchni gładkiej łuszczą się radośnie naklejki z postaciami z bajek, a głównym meblem w sypialni jest piętrowe łóżko. Czy da się coś z tym zrobić? No raczej nie, bo niby co? Malowanie przecież nie potrzebne – się trochę ściany wymyje, a z łóżkiem nie mają co zrobić, bo piwnica już pęka w szwach od ich gratów, a do nowego mieszkania już mają śliczne, nowe mebelki. Ale przecież może nam się przyda? No pewnie! My z Mr T. uwielbiamy klimaty z obozu i będziemy kimać na zmianę: tydzień ja na pięterku, tydzień on! Ale będzie frajda! A potem wymienimy się naklejkami zdrapanymi z kafelków w łazience…

Kolejną i moją ulubioną grupą jest grupa osób przekonanych, że oferują luksusy i w ogóle to powinnam się cieszyć, że oni w ogóle chcą mi wynająć to mieszkanie! Mieszkanie nie pamięta remontu i malowania, parkiety 'pływają', okna się nie domykają, a meble pamiętają Gierka, ale 'przecież jeszcze całkiem porządne, a poza tym ludzie niszczą! Zabrać? A gdzie ja panie to mam niby zabrać? Mogę jeszcze dowieźć wersalkę po prababci, stolik po stryjence i lodówkę po babci. Podłogi? No rzucita sobie tu jaki dywanik. Coś se zrobita z tym. Trzymam mieszkanie dla wnuka, to nie inwestuje. Dorośnie, to sam sobie remonty zrobi, jak będzie chciał.'

I czwarta grupa, to ludzie którzy powoli zaczynają rozumieć, że wynajem mieszkań to po prostu biznes. Chcesz zarobić - musisz najpierw zainwestować, ale w sumie przecież po co przepłacać. I tak powstała grupa tak zwanych w Polsce 'apartamentów'. Te tak zwane 'apartamenty' to najczęściej zwykłe mieszkanka wielkości 50 m2 w bloku na czwartym piętrze. Odświeżone, wstawione przesadnie wielkie meble z IKEI, kuchenka na dwa palniki, lodówka z pokoiku hotelowego, halogeny w wieśniackim suficie podwieszanym w kształcie kwiata i TV nówka nie śmigany 'panie, 27 cali! Cena? No dwa tysiące za miesiąc, plus czynsz, plus  rachunki, plus opłata za korzystanie z mojego TV!' Absurd!

Trafić fajne mieszkanie to naprawdę sztuka, a i tak potem człowiek spędza tydzień na sprzątaniu. I nie, nie! Nie chodzi mi tu o rozpakowanie własnych manatków. To zajmuje jeden, góra dwa dni. Mówię tu o regularnym szorowaniu wszystkiego przez siedem dni! Dlatego zwracam honor Perfekcyjnej Pani Domu. Oddaje jej berło czystości i koronę nawet, i uznaję, że jest potrzebna, jak powietrze! Ba! Powinna być jednoosobową służba strzegącą czystości i porządku w polskich domach. Coś jak sanepid! Bez zapowiedzi wpada do takiego domostwa i sprawdza zakamarki! A ja już się nie śmieję z testu białej rękawiczki i banalnych porad typu: 'czyszcząc toaletę wlej Domestos pół godziny wcześniej'. To takie oczywiste mi się wydawało. Teraz już wiem, że nie wszyscy to wiedzą… 

Komórki do wynajęcia! Kto ma komórkę do wynajęcia?! Może pani, może pan? Biorę - byle by chociaż ściany były czyste. Resztę już doszoruję…






Copyright © Tyci Kraft , Blogger