...a właściwie obrusa i bieżniczka ;) Historia z października, ale zawsze było coś innego do zrobienia... ;) Jednak dziś w końcu przychodzę do Was z moim prawie idealnym obrusem i debiutem w aplikacji z filcu.
Zacznę od obrusa prawie idealnego... Nie cierpiałam tych plamoodpornych koszmarków, które w pewnym momencie zawładnęły polskimi salonami. Z tęsknotą patrzyłam na trzymane przez Mamę gdzieś głęboko w szafie lniane obrusy. I kiedy wyprowadziłam się z domu obiecałam sobie, że u nas tych sztucznych płacht nie będzie choćby stół miał nagi stać ;) A potem wycyganiłam od Mamy lniane obrusy, dokupiłam kilka swoich i MAM! Wszystkie jednak są z jakimś wzorem. A to paseczki, a to słoneczniki. Nie najgorzej, ale brakowało mi jednolitego tła pod moje wynalazki - bieżniki z ozdobnych szali ;) Na len trochę mi szkoda kasy, ale znalazłam cienką surówkę bawełnianą. Wymyśliłam, że po prostu podwinę brzeg i przeszyję ciemniejszą nitką. Potem wypróbowałam ozdobny ścieg i przepadłam.
JEST CUDNY! Obrus i ścieg, i tylko żałuję, że tak mało tej bawełny kupiłam, bo obrusik lekko kusy jest ;) Zresztą zobaczcie sami:
Obrus jest też tak fajnie pognieciony. Prasuję go, ale chyba dla efektu 'lustra' musiałabym go zanieść do magla. Tylko po co?! Mnie się taki podoba :)
I na powyższym zdjęciu widzicie też już bohatera dalszej części tej opowieści - BIEŻNICZEK ;) Nigdy nie byłam fanką bieżników, bo nie bardzo wiedziałam, jak tego użyć, ale teraz jakos tak od czasu do czasu... ;) A jak bieżniczek się u nas w ogóle znalazł? Ano przyszedł raz pewien człek miły i pyta: 'chcesz bieżnik?'. No, a co ja mogłam odpowiedzieć? Oczywiście, że chciałam. Okazało się jednak, że bieżniczek ma jakieś plamy. Nie zeszły one w praniu. Nie zeszły nawet po użyciu moich magicznych środków! Plamy niezbyt widoczne, ale ja wiedziałam, że one tam są! Wpadłam więc na pomysł, że je przykryję i że w tej sytuacji będę mogła się sprawdzić w końcu w tworzeniu aplikacji z filcu. Najpierw powstał projekt i rozplanowałam elementy tak, aby przykryły miejsca strategiczne ;) Potem zabawa z kolorami, koralikami. Super sprawa. A efekt końcowy z bliska jest taki:
I w ten oto sposób powstało jedno z moich ulubionych okryć naszego stołu ;) A powyższym postem nadrobiłam wreszcie wszelkie zaległości. Teraz już tylko świeżynki będą ;) Zapraszam zatem niebawem na nowe przygody z rękodziełem ;) Pozdrawiam Was ciepło. PA!



